François Flameng, Aldus Manutius (stoi) w swojej drukarni w Wenecji; obraz z: http://www.the-athenaeum.org/ |
Wyobraźmy
sobie księgę wydrukowaną na papierze o barwie kości słoniowej, z odręcznie
dopisanymi nagłówkami rozdziałów i z drzeworytowymi ilustracjami. Księgę powstałą
w weneckiej drukarni, choćby u Manucjuszów; tam po raz pierwszy w historii
typografii zastosowano paginację stron i posługiwano się antykwą, czcionką
cenioną za elegancję i szlachetny kształt liter. Księga ta mogłaby też być
dziełem Erhardta Ratdolta, który po przybyciu z Augsburga do Wenecji wprowadził
we włoskich drukarniach zwyczaj stosowania wyrabianej ze złota złotej farby,
erraty oraz karty tytułowej. I byłaby to księga o inicjałach wpisanych w
obrazki o treści nawiązującej do nazwy litery. Ta praprababka współczesnych
książek miałaby poświadczającą wiek metrykę, czyli umieszczony na końcu kolofon
zawierający nazwę oficyny, miejsce i dzienną datę publikacji, a obok oryginalny
sygnet drukarski. Byłaby arcydziełem edytorstwa.
Talmud Babiloński wydany przez oficynę Bomberga; obraz z: pl.pinterest.com |
Od
końca XV wieku Wenecja była jednym z najważniejszych ośrodków produkcji książek
w Europie i stan ten trwał ponad wiek. Na Rialto i w chrześcijańskich
dzielnicach miasta niczym grzyby po deszczu wyrastały oficyny wydawnicze i
drukarnie, choć nie w getcie, gdyż Żydom zakazano zakładania podobnych przedsiębiorstw.
Żydowskie książki wydawali chrześcijanie. Zatrudniano do ich produkcji
żydowskich zecerów, korektorów, rytowników, gdyż byli „niezbędnymi
współpracownikami najważniejszych wydawnictw tamtej epoki”[1],
choćby chrześcijańskiej oficyny Daniela Bomberga, który za zgodą Senatu Wenecji
opublikował Talmud Babiloński i Talmud Jerozolimski, a także żydowskie
modlitewniki, wszystko hebrajską czcionką.
sygnet drukarski Aldusa Manutiusa; obraz z: en.wikipedia.org/wiki/Aldus_Manutius |
Przeświadczenie,
że druk wynalazł Jan Gutenberg, jest nieco dyskusyjne, gdyż źródła przypominają
o chińskich i koreańskich metodach drukowania z wykorzystaniem ruchomych znaków
pisarskich. Już w XI wieku chiński kowal Pi-Sheng „wyrabiał z gliny bardzo
precyzyjne znaki pisarskie, wypalał je w ogniu i hartował. Następnie na płycie
żelaznej, pokrytej masą lepiącą się ze smoły, wosku i popiołu, układał znaki w
pionowe wiersze od prawej ku lewej stronie. Gdy cała powierzchnia była
wypełniona, płytę podgrzewał od spodu, masa stawała się miękka, wtedy skład
przyciskał z wierzchu deską. Czcionki mocno się przytwierdzały do płyty, a
górna powierzchnia składu stawała się idealnie równa. Po odbiciu dowolnej
ilości kart płytę znowu podgrzewano i usuwano z niej znaki czyste i suche”[2].
Czcionki Pi-Shenga były nietrwałe, więc się nie przyjęły, natomiast pochodzącymi
z początku XV wieku odlanymi z miedzi czcionkami koreańskimi wydrukowano tysiące
woluminów.
Działanie prasy drukarskiej Gutenberga:
Biblia 42-wierszowa Gutenberga (1452-1455); obraz z: pl.wikipedia.org/wiki/Biblia_Gutenberga |
Pierwsze
europejskie czcionki giserzy (wykwalifikowani rzemieślnicy pracujący w
warsztatach odlewniczych) wyrabiali z twardych i łatwo krzepnących stopów
metali; zestaw wykorzystanych przez Gutenberga do druku „Biblii
42-wierszowej” liczył około pięćdziesiąt tysięcy czcionek przypominających kształtem
pismo gotyckie. Jeszcze w XV wieku każda drukarnia dysponowała czcionkami o niepowtarzalnym
kroju, ale już wiek później powszechnie stosowano tylko kilka podstawowych
rodzajów, w tym wspomnianą antykwę. A ponieważ drukarnie nie mogły istnieć bez
czcionek, szybko stały się one przedmiotem handlu i międzynarodowej wymiany.
inicjały obrazkowe z motywem tańca śmierci; Hans Holbein, 1524 r.; obraz z: pl.pinterest.com |
Równie
istotne w szesnastowiecznych książkach były drzeworytowe ilustracje i
zdobienia. Wynaleziona przez Chińczyków w VII wieku n.e. technika drzeworytu
polegała na wyrzynaniu ornamentów w drzewie; „za pomocą wyciętych na
drewnianych płytkach pierwowzorów zdobiono nie tylko tekstylia, lecz odbijano
na papierze wizerunki Buddy, karty do gry oraz krótkie teksty zaklęć
magicznych, które rozchodziły się wśród ludu w ogromnej ilości egzemplarzy”[3].
Podobnie było w Europie, gdzie pierwsze piętnastowieczne holenderskie i
niemieckie drzeworyty przedstawiały świętych. Takie drzeworytowe obrazki
pełniły funkcje talizmanów i dla zapewnienia przychylności patronów wieszano je w
domach lub noszono przy sobie. Drzeworyty te wykonywano w następujący sposób:
„Gładką drewnianą płytkę grubości paru centymetrów pokrywano białą farbą, kredą
lub farbą wodną i na tym kreślono dowolny rysunek. Następnie drzeworytnik
cieniutkim i bardzo ostrym nożykiem żłobił i usuwał warstwę drzewa z miejsc niezarysowanych,
tak żeby obraz wystąpił wypukło jak płaskorzeźba. Tak przygotowaną płytkę pokrywano
brązową lub czarną farbą przyrządzoną z sadzy i gumy lub później farbą
drukarską, kładziono na to zwilżony papier i przyciskano ręcznie specjalnym
przyciskiem lub tamponem zrobionym ze skóry wypchanym włosiem”[4]. Z
czasem, już w XVI wieku, wymyślono sposób na wykonywanie kolorowych
drzeworytów, które służyły do produkcji map i rysunków astronomicznych. Poza
tym w książkach naukowych umieszczano barwne ilustracje o tematyce medycznej i
botanicznej.
strona z drzeworytu Biblia Pauperum, XV w., obraz z: pl.wikipedia.org/wiki/Biblia_Pauperum |
Podobno
najpiękniejsze szesnastowieczne książki powstały w Wenecji, gdyż weneccy
wydawcy nie szczędzili wysiłków, aby były idealne pod każdym względem. Stosowali
papier najlepszej jakości, zostawiali szerokie marginesy i duże odstępy między
wierszami. Dlatego książki te zyskały uznanie w całej ówczesnej Europie, a
kupcy sprzedawali je nawet tam, gdzie prężnie działały ośrodki renesansowej
typografii, choćby w Krakowie i we Lwowie. Z doświadczeń weneckich drukarzy
często korzystali Polacy, nawiązując korespondencję, sprowadzając czcionki lub drukarzy biegłych w rzemiośle.
Świetny wpis. Dziękuję za tę arcyciekawą podróż w przeszłość:)
OdpowiedzUsuńOlu, dziękuję za odwiedziny. Pozdrawiam serdecznie. :-)
UsuńFantastyczny artykuł. Temat mi nieco znany, bo sama się interesowałam pierwszymi próbami drukarskimi. Mam dwie ulubione książki w tym temacie: "Writing The Story of Alphapbets and Scripts", autor: Georges Jean (pięknie ilustrowany tomik, polecam) oraz "Historię pisania" (autor: Steven Roger Fischer). Ach, gdzie te czasy, gdy za książkę można było kupić całą wioskę? ;-) Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńA ja wciąż szukam źródeł o książkach szesnastego wieku i ówczesnych drukarniach. Dziękuję za podpowiedź. Serdecznie pozdrawiam! :-)
UsuńPani Agnieszko ! Bardzo dziękuję za ten ciekawy artykuł. Czytając go, niema poczułam zapach tuszu i usłyszałam harmider, który zapewne był ogromny w takiej drukarni :) A gdzieś w tle dzwony jednej z weneckich bazylik :) Rozmarzyłam się... Pozdrawiam serdecznie !
OdpowiedzUsuńDzień dobry! :-) Ja także mam wyobraźnię tego rodzaju, zazwyczaj "słyszę" stukanie obcasów na chodnikach, bicie dzwonów, turkot kół dorożek, czasem łopot skrzydeł... ;-) Przypomina mi to oglądanie filmu, choć to żaden film. Zadziwiające, co się czasami dzieje w naszych głowach. ;-) Bardzo gorąco Panią pozdrawiam. :-)
UsuńŚwietna strona,jestem zachwycona.
OdpowiedzUsuńDziękuję! serdecznie pozdrawiam. :-)
Usuń