sobota, 9 stycznia 2016

Księgi Wenecji

François Flameng, Aldus Manutius (stoi)
w swojej drukarni w Wenecji;
obraz z: http://www.the-athenaeum.org/
Wyobraźmy sobie księgę wydrukowaną na papierze o barwie kości słoniowej, z odręcznie dopisanymi nagłówkami rozdziałów i z drzeworytowymi ilustracjami. Księgę powstałą w weneckiej drukarni, choćby u Manucjuszów; tam po raz pierwszy w historii typografii zastosowano paginację stron i posługiwano się antykwą, czcionką cenioną za elegancję i szlachetny kształt liter. Księga ta mogłaby też być dziełem Erhardta Ratdolta, który po przybyciu z Augsburga do Wenecji wprowadził we włoskich drukarniach zwyczaj stosowania wyrabianej ze złota złotej farby, erraty oraz karty tytułowej. I byłaby to księga o inicjałach wpisanych w obrazki o treści nawiązującej do nazwy litery. Ta praprababka współczesnych książek miałaby poświadczającą wiek metrykę, czyli umieszczony na końcu kolofon zawierający nazwę oficyny, miejsce i dzienną datę publikacji, a obok oryginalny sygnet drukarski. Byłaby arcydziełem edytorstwa.

Talmud Babiloński wydany przez oficynę Bomberga;
obraz z: 
pl.pinterest.com
Od końca XV wieku Wenecja była jednym z najważniejszych ośrodków produkcji książek w Europie i stan ten trwał ponad wiek. Na Rialto i w chrześcijańskich dzielnicach miasta niczym grzyby po deszczu wyrastały oficyny wydawnicze i drukarnie, choć nie w getcie, gdyż Żydom zakazano zakładania podobnych przedsiębiorstw. Żydowskie książki wydawali chrześcijanie. Zatrudniano do ich produkcji żydowskich zecerów, korektorów, rytowników, gdyż byli „niezbędnymi współpracownikami najważniejszych wydawnictw tamtej epoki”[1], choćby chrześcijańskiej oficyny Daniela Bomberga, który za zgodą Senatu Wenecji opublikował Talmud Babiloński i Talmud Jerozolimski, a także żydowskie modlitewniki, wszystko hebrajską czcionką.

sygnet drukarski Aldusa Manutiusa;
obraz z: en.wikipedia.org/wiki/Aldus_Manutius
Przeświadczenie, że druk wynalazł Jan Gutenberg, jest nieco dyskusyjne, gdyż źródła przypominają o chińskich i koreańskich metodach drukowania z wykorzystaniem ruchomych znaków pisarskich. Już w XI wieku chiński kowal Pi-Sheng „wyrabiał z gliny bardzo precyzyjne znaki pisarskie, wypalał je w ogniu i hartował. Następnie na płycie żelaznej, pokrytej masą lepiącą się ze smoły, wosku i popiołu, układał znaki w pionowe wiersze od prawej ku lewej stronie. Gdy cała powierzchnia była wypełniona, płytę podgrzewał od spodu, masa stawała się miękka, wtedy skład przyciskał z wierzchu deską. Czcionki mocno się przytwierdzały do płyty, a górna powierzchnia składu stawała się idealnie równa. Po odbiciu dowolnej ilości kart płytę znowu podgrzewano i usuwano z niej znaki czyste i suche”[2]. Czcionki Pi-Shenga były nietrwałe, więc się nie przyjęły, natomiast pochodzącymi z początku XV wieku odlanymi z miedzi czcionkami koreańskimi wydrukowano tysiące woluminów.

Działanie prasy drukarskiej Gutenberga:


Biblia 42-wierszowa Gutenberga (1452-1455);
obraz z: pl.wikipedia.org/wiki/Biblia_Gutenberga
Pierwsze europejskie czcionki giserzy (wykwalifikowani rzemieślnicy pracujący w warsztatach odlewniczych) wyrabiali z twardych i łatwo krzepnących stopów metali; zestaw wykorzystanych przez Gutenberga do druku „Biblii 42-wierszowej” liczył około pięćdziesiąt tysięcy czcionek przypominających kształtem pismo gotyckie. Jeszcze w XV wieku każda drukarnia dysponowała czcionkami o niepowtarzalnym kroju, ale już wiek później powszechnie stosowano tylko kilka podstawowych rodzajów, w tym wspomnianą antykwę. A ponieważ drukarnie nie mogły istnieć bez czcionek, szybko stały się one przedmiotem handlu i międzynarodowej wymiany.

inicjały obrazkowe z motywem tańca śmierci;
Hans Holbein, 1524 r.;
obraz z: pl.pinterest.com
Równie istotne w szesnastowiecznych książkach były drzeworytowe ilustracje i zdobienia. Wynaleziona przez Chińczyków w VII wieku n.e. technika drzeworytu polegała na wyrzynaniu ornamentów w drzewie; „za pomocą wyciętych na drewnianych płytkach pierwowzorów zdobiono nie tylko tekstylia, lecz odbijano na papierze wizerunki Buddy, karty do gry oraz krótkie teksty zaklęć magicznych, które rozchodziły się wśród ludu w ogromnej ilości egzemplarzy”[3]. Podobnie było w Europie, gdzie pierwsze piętnastowieczne holenderskie i niemieckie drzeworyty przedstawiały świętych. Takie drzeworytowe obrazki pełniły funkcje talizmanów i dla zapewnienia przychylności patronów wieszano je w domach lub noszono przy sobie. Drzeworyty te wykonywano w następujący sposób: „Gładką drewnianą płytkę grubości paru centymetrów pokrywano białą farbą, kredą lub farbą wodną i na tym kreślono dowolny rysunek. Następnie drzeworytnik cieniutkim i bardzo ostrym nożykiem żłobił i usuwał warstwę drzewa z miejsc niezarysowanych, tak żeby obraz wystąpił wypukło jak płaskorzeźba. Tak przygotowaną płytkę pokrywano brązową lub czarną farbą przyrządzoną z sadzy i gumy lub później farbą drukarską, kładziono na to zwilżony papier i przyciskano ręcznie specjalnym przyciskiem lub tamponem zrobionym ze skóry wypchanym włosiem”[4]. Z czasem, już w XVI wieku, wymyślono sposób na wykonywanie kolorowych drzeworytów, które służyły do produkcji map i rysunków astronomicznych. Poza tym w książkach naukowych umieszczano barwne ilustracje o tematyce medycznej i botanicznej.

strona z drzeworytu Biblia Pauperum, XV w.,
obraz z: pl.wikipedia.org/wiki/Biblia_Pauperum
Podobno najpiękniejsze szesnastowieczne książki powstały w Wenecji, gdyż weneccy wydawcy nie szczędzili wysiłków, aby były idealne pod każdym względem. Stosowali papier najlepszej jakości, zostawiali szerokie marginesy i duże odstępy między wierszami. Dlatego książki te zyskały uznanie w całej ówczesnej Europie, a kupcy sprzedawali je nawet tam, gdzie prężnie działały ośrodki renesansowej typografii, choćby w Krakowie i we Lwowie. Z doświadczeń weneckich drukarzy często korzystali Polacy, nawiązując korespondencję, sprowadzając czcionki lub drukarzy biegłych w rzemiośle.





[1] Riccardo Calimani, Historia getta weneckiego, Warszawa 2002, s. 118.
[2] Helena Szwejkowska, Książka drukowana XV-XVIII wieku. Zarys historyczny, Wrocław 1987, s. 27.
[3] tamże.
[4] Helena Szwejkowska, Książka drukowana XV-XVIII wieku. Zarys historyczny, Wrocław 1987, s. 8.

8 komentarzy:

  1. Świetny wpis. Dziękuję za tę arcyciekawą podróż w przeszłość:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olu, dziękuję za odwiedziny. Pozdrawiam serdecznie. :-)

      Usuń
  2. Fantastyczny artykuł. Temat mi nieco znany, bo sama się interesowałam pierwszymi próbami drukarskimi. Mam dwie ulubione książki w tym temacie: "Writing The Story of Alphapbets and Scripts", autor: Georges Jean (pięknie ilustrowany tomik, polecam) oraz "Historię pisania" (autor: Steven Roger Fischer). Ach, gdzie te czasy, gdy za książkę można było kupić całą wioskę? ;-) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja wciąż szukam źródeł o książkach szesnastego wieku i ówczesnych drukarniach. Dziękuję za podpowiedź. Serdecznie pozdrawiam! :-)

      Usuń
  3. Pani Agnieszko ! Bardzo dziękuję za ten ciekawy artykuł. Czytając go, niema poczułam zapach tuszu i usłyszałam harmider, który zapewne był ogromny w takiej drukarni :) A gdzieś w tle dzwony jednej z weneckich bazylik :) Rozmarzyłam się... Pozdrawiam serdecznie !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzień dobry! :-) Ja także mam wyobraźnię tego rodzaju, zazwyczaj "słyszę" stukanie obcasów na chodnikach, bicie dzwonów, turkot kół dorożek, czasem łopot skrzydeł... ;-) Przypomina mi to oglądanie filmu, choć to żaden film. Zadziwiające, co się czasami dzieje w naszych głowach. ;-) Bardzo gorąco Panią pozdrawiam. :-)

      Usuń

Będzie mi miło, drogi Czytelniku, gdy podzielisz się refleksjami o moich tekstach. :-)