![]() |
Jan Davidszoon de Heem, Waza z kwiatami, 1660 r.; źródło obrazu: en.wikipedia.org |
Tulipan
„wyraża elegancję i wytworną zadumę”[1],
jak czytamy w zbiorze „Martwa natura z wędzidłem” Zbigniewa Herberta.
Współczesne tulipany urzekają bogactwem kształtów i barw kwiatów, i chyba trudno
zdecydować, którym przyznać palmę pierwszeństwa. Tym o intensywnie czerwonych
płatkach i czarnym dnie z żółtą obwódką (odmiana Apeldoorn wyhodowana w 1951 roku[2])?
Albo eleganckim i wysmukłym, z bordowymi płatkami obwiedzionymi jasnożółtym
pasmem przypominającym połyskliwą, grubą jak aksamit wstążkę (odmiana Gavota, wyhodowana w 1995 roku)? Ja wolę
kwiaty ciemne, harmonizujące z zielenią liści, i pewnie dlatego zachwycam się Negritą (wyhod. w 1970 r.), purpurowym
tulipanem o niebieskim dnie kwiatowym. Ale kwiaty wielobarwne, cieniowane lub z
delikatnymi domieszkami kolorów też mają wiele uroku, jak choćby tulipany Rembrandta, których
niepowtarzalne ubarwienie przywodzi na myśl plamy malarskie, a jest skutkiem
działania wirusa przenoszonego przez mszyce. Jednak tulipany nie budzą dziś
takich namiętności jak w siedemnastym wieku, kiedy „rozpętały zbiorowe i
nieokiełznane namiętności”[3],
rodzaj zbiorowej gorączki, manii połączonej z kultem, wreszcie szaleństwa.
„Tulipan
jest darem Wschodu”[4],
kwiatem azjatyckich gór i stepów, gdzie rósł jako dzika, a więc niezależna od
człowieka i jego estetycznych upodobań roślina. Dopiero z czasem trafił do
ogrodów sułtanów Imperium Osmańskiego, i – jako ornament zdobniczy – na
ceramikę, kobierce, dywany, na kosztowne, przetykane złotem tkaniny i wieczka
intarsjowanych puzder. Okres największej świetności tulipanów w Turcji „przypada
na tzw. Erę Tulipanową za panowania sułtana Ahmeda III (1703-1730).
Organizowano wtedy corocznie wyjątkowo uroczyste święto tulipana. Podczas fety
prezentowano efekty pracy najzdolniejszych tureckich ogrodników, którzy
prześcigali się w tworzeniu coraz bardziej niezwykłych odmian”[5].
Początki mody na tulipany sięgają jednak wieku szesnastego i panowania sułtana
Sulejmana Wspaniałego, i właśnie wtedy zawędrowały do Europy. W 1554 roku
markiz Augierius Ghislain de Busbecq, poseł austriacki cesarza Franciszka I,
ujrzał je po raz pierwszy nieopodal Stambułu, w jednym z tamtejszych ogrodów, i
ujęty ich urodą, wysłał na dwór Habsburgów w Wiedniu cebulki odkrytych kwiatów.
Tulipan natychmiast stał się sensacją, osobliwością umieszczaną wśród
eksponatów ówczesnych gabinetów kuriozów, wdzięcznym tematem malarstwa, a nawet
daniem, bo „przez krótki okres gastronomowie próbowali z niego zrobić przysmak
na wytworne stoły: w Niemczech jedzony był w cukrze, a w Anglii natomiast na
ostro w oliwie i occie”[6].
Początkowo, z racji rzadkości występowania i wysokiej ceny, zarezerwowany był
dla ludzi dobrze urodzonych i zamożnych, i dopiero w Holandii trafił w ręce
bogaczy, nędzarzy, kupców, rzemieślników, rybaków i duchownych, odmieniając ich
los na lepsze lub prowadząc ku ruinie.
Andreas Stech (1635-1697)
Martwa natura kwiatowa w szklanym wazonie i tulipany
(opis obrazu w 7. minucie filmu o gdańskim artyście)
![]() |
Carolus Clusius, Rariorum plantarum historia, 1601; źródło ilustracji: www.royalcollection.org.uk |
O
historii holenderskich tulipanów zadecydowało jedno zdarzenie. Karol Kluzjusz,
najpierw ogrodnik Habsburgów, potem profesor botaniki na Uniwersytecie w
Lejdzie, gdzie zajmował się uprawą roślin cebulkowych, zwykł chwalić się nieroztropnie
swoją kolekcją tulipanów, podkreślać jej piękno i przeliczaną na tysiące
florenów wartość, czym skusił złodziei. W 1593 roku skradli mu cebulki, po czym
sprzedali je na nieoficjalnym holenderskim rynku kwiatowym[7],
przyczyniając się do ich rozpowszechnienia. Z biegiem lat w powściągliwych i
pracowitych Holendrach kwiaty te wzbudzały coraz silniejsze emocje, pisano więc
o nich książki, hodowano nowe odmiany i sprzedawano je za wygórowane ceny, aż w
połowie lat trzydziestych siedemnastego wieku doszło do prawdziwego
tulipanowego szaleństwa, kiedy to uprawiany w karczmach i domach zajezdnych
„dziki handel tulipanami”[8]
przynosił niewyobrażalnie wysokie zyski. Dość rzec, że uważany za najcenniejszy
śnieżnobiały Semper Augustus o
muśniętych czerwienią płatkach i niebieskawym dnie kielicha osiągnął cenę
kamienicy lub wygodnego domu z ogrodem. Gdy w 1637 roku dla dobra pogrążonych w
tulipanowym hazardzie Holendrów rząd Republiki Zjednoczonych Prowincji uregulował
ceny cebulek, obniżając je do przyzwoitych, porównywalnych z cenami innych
kwiatów, nastąpił gwałtowny krach tulipomanii połączony, co oczywiste, z bankructwami
tych, którzy cebulki kupili po astronomicznych cenach i w ogromnych ilościach,
a mogli je sprzedać za grosze. Tym sposobem „cały urojony świat rozpadł się w
gruzy”[9]:
spekulanci potracili majątki, a ponieważ wielu kupiło cebulki na kredyt, stali
się niewypłacalni.
![]() |
tulipanowa gorączka: Hendrik Gerritsz Pot, Wóz szaleńców, ok. 1637 r.; źródło obrazu: en.wikipedia.org/wiki/Hendrik_Gerritsz_Pot |
Dziś
zdumiewa ogrom tulipanowego szaleństwa, bo choć ludzkość ma dziwną skłonność do
ryzykanctwa i dawania posłuchu mrzonkom, nietrwałe i łatwe w uprawie kwiaty
niczym chyba nie zasłużyły na aż taką atencję. Możliwe więc, że w gruncie rzeczy
nie chodziło o tulipany. Handel nimi „miał charakter gry zakazanej, właśnie
dlatego stawał się coraz bardziej pociągający i zdobywał coraz nowych adeptów”[10],
którzy wkraczali do elitarnego grona wtajemniczonych w rządzące nim niejasne
zasady. O tym, jaki przyjmowało to rozmiar, czytamy w „Tulipanowej gorączce”
Deborah Moggach. Jan van Loos, amsterdamski portrecista, kupuje cebulki
tulipanów, licząc na błyskawiczny i pokaźny zysk. Zaczyna od odmian tanich i
dość pospolitych, potem sprzedaje wszystkie dla kilku niezwykle cennych egzemplarzy,
i choć na początku ważniejszy jest dla niego ostateczny cel transakcji, a więc
zdobycie środków na podróż do Indii, zaraża się tulipanową gorączką: „zawiera
transakcje w ciemno, »handluje wiatrem«, czyli tulipanami, które dopiero w
przyszłości zostaną wyhodowane”[11],
kupuje i sprzedaje, i choć bliski jest sukcesu, w najważniejszym momencie traci
głowę, oddając cebulki (czyli cały swój majątek) w ręce niezbyt rozgarniętego
sługi. Zresztą nikomu z bohaterów powieści tulipany nie przynoszą spodziewanego
zysku i szczęścia, bo choć „od czasów raju zakazane owoce są najbardziej godne
pożądania”[12],
same z nimi kłopoty.
Zwiastun filmu "Tulipanowa gorączka" z 2017 r.
(na podstawie powieści Deborah Moggach)
reż. Justin Chadwick
[1] Tulipanów
gorzki smak [w:] Zbigniew Herbert, Martwa natura z wędzidłem, Zeszyty
Literackie, Warszawa 2003, s. 43.
[2] odmiany
tulipanów za: Jolanta Piekarz, Tulipany, Horticom, Warszawa 2008.
[3] Tulipanów
gorzki smak [w:] Zbigniew Herbert, Martwa natura z wędzidłem, Zeszyty
Literackie, Warszawa 2003, s. 39.
[4] Tamże,
s. 42.
[5] Jolanta
Piekarz, Tulipany, Horticom, Warszawa 2008, s. 2.
[6] Tulipanów
gorzki smak [w:] Zbigniew Herbert, Martwa natura z wędzidłem, Zeszyty
Literackie, Warszawa 2003, s. 43.
[7] Za:
Halina Galera, Historia uprawy tulipanów w Europie z: http://wilanow-palac.pl/historia_uprawy_tulipanow_w_europie.html
[8] Tulipanów
gorzki smak [w:] Zbigniew Herbert, Martwa natura z wędzidłem, Zeszyty
Literackie, Warszawa 2003, s. 49.
[9] Tamże,
s. 54.
[10] Tamże,
s. 50.
[11] Deborah
Moggach, Tulipanowa gorączka, Rebis, Poznań 2015, s. 164.[ ebook]
[12] Tulipanów
gorzki smak [w:] Zbigniew Herbert, Martwa natura z wędzidłem, Zeszyty
Literackie, Warszawa 2003, s. 56.
Swego czasu bardzo podobał mi się ceremoniał delektowania się herbatą ze szklanek w kształcie tulipanów. Dlatego pamiętam, że tulipany pochodzą z Turcji. Przyjemnie się czyta podobne legendy. Kradzież cebulek przypomina też historię przeszmuglowanej technologii wyrobu jedwabiu przez dwóch mnichów z Chin do Konstantynopola:)
OdpowiedzUsuńNie słyszałam o zwyczaju picia herbaty z takich szklanek, a to oryginalne. ☺
UsuńDziękuję za przypomnienie o tej nadzwyczajnej obsesji, w którą popadło całe społeczeństwo.
OdpowiedzUsuńMusiałbym poszukać gdzieś tekstu anegdotki o marynarzu, który nieopatrznie zjadł tulipanową cebulkę biorąc ją za pospolite warzywo i chciano skrócić go o głowę. Był z tego ponoć dość głośny proces...
Pozdrawiam!
Zdaje się, że ta anegdota ma wiele wariantów. Znam ten o słudze, który zjadł cebulki należące do jego pana. ☺
UsuńZainteresowałaś mnie(myślę,że nie tylko) tulipanowym szaleństwem na korzyść nowego filmu, który zapowiada znaną skądinąd historię, ale teraz będę patrzeć na nią bogata w zdobytą tutaj wiedzę :) A propos tulipanów: bukiet postrzępionych, czerwonych, z żółtymi obwódkami stoi na sekretarzyku w sypialni... tulipany urodzinowe.
OdpowiedzUsuńBardzo czekam na ten film, ale premiera w Polsce jest nieustannie przekładana, teraz chyba na jesień. A tulipany na urodziny są doskonałym prezentem. Wszystkiego najlepszego! 😃
UsuńLubię obserwować pojawiające się na wiosnę tulipany w ogródku mojej mamy. Szkoda ale życie tulipanów jest bardzo krótkie. Piękny , refleksyjny wpis
OdpowiedzUsuńI ja zaczęłam patrzeć na nie nieco inaczej. :-)
UsuńMój Boże :) jaki ten świat jest ciekawy, a natura ludzka niezbadana :) dziękuję Agnieszko za tą opowieść o tulipanowym szaleństwie. Uśmiechnęłam się, bo kilka lat temu nornice pożarły wszystkie cebulki tulipanów, które zostawiłam na zimę i korzenie wierzby, którą sobie prawdziwie "umiłowałam". Na wiosnę zapłakałam nad wierzbą, nie za tulipanami. Co za faux pas :D
OdpowiedzUsuńMoże warto zaryzykować i posadzić nowe tulipany? :-)
Usuń