W czerwcu ukaże się ostatni tom serii "Niepokorne", lecz już dziś malutki fragment powieści z Klarą Stojnowską, jedną z trzech bohaterek, w roli głównej. Życzę miłej lektury! :-)
![]() |
okładka; projekt graficzny: p. Katarzyna Borkowska Wydawnictwo Nasza Księgarnia |
Z ulicy Leopoldyny Klara udała się na
Nowy Świat do Janki Broniewskiej. Tym razem droga była przyjemniejsza, gdyż nie
miała bagażu oprócz walizeczki z rzeczami osobistymi, zrobiło się jednak ciepło
i obszerny płaszcz ciążył jej ponad miarę. Z ulgą weszła do chłodnej klatki
schodowej, po czym wspięła się na piętro do mieszkania, w którym miała nocować
przed drogą powrotną do Krakowa.
Drzwi otworzyła Janka, panna o okrągłej,
budzącej sympatię twarzy, zadartym nosku i ciemnoblond warkoczach spiętych na
głowie w koronę. Utrzymywała się z lekcji muzyki, które dawała dzieciom po
domach znajomych, lecz przede wszystkim, o czym mówiła bez żenady, pomagali jej
rodzice. Przez jej mieszkanie przewijał się legion socjalistek, gdyż było
miejscem noclegowym i, nieco rzadziej, składem konspiracyjnych druków.
– U mnie młyn, bo pakujemy bibułę –
powiedziała, przekręcając klucz.
Klara postawiła walizkę na podłodze, a
na wieszaku, obok licznych damskich okryć, powiesiła własne, po czym weszła do
dużego, urządzonego prowizorycznie pokoju, który przy większej dbałości mógłby
z powodzeniem pełnić funkcję salonu. Stały tu dwa – podobne do szpitalnych – łóżka,
dwie stare komody, równie wiekowa, pokryta przetartą tapicerką sofa, stół z
krzesłami, których nie brakowało także w kątach, oraz szafa.
![]() |
Pomieszczenie służyło wyłącznie celom
konspiracyjnym i stąd wynikały jego niedostatki estetyczne. Tym razem pełne
było na wpół rozebranych kobiet. Wszystkie szyły; na stole, między kawałkami
jasnego płótna, leżały nici, igły i krawieckie nożyce. Szwaczki przykładały
kwadraty i prostokąty bawełny do halek, kaftaników, gorsetów i przenicowanych
spódnic.
Na widok Klary uniosły głowy i się
przywitały.
– Gdzie jest bibuła? – zapytała.
– W szafie i w drugim pokoju – odrzekła
Janka. – Do wieczora wszystko stąd zniknie.
– Zostaję w Warszawie do niedzieli, więc
już wam pomagam – oświadczyła Klara.
Janka podsunęła jej wolne krzesło i
zrobiła miejsce przy stole. Z przygotowanego kuponu białej bawełny Klara szybko
i zręcznie wycięła identyczne, szerokie i długie prostokąty, po czym
przyfastrygowała do halki, którą zdjęła dla wygodniejszej pracy. Aby upewnić
się, że fastryga nie puści, dodatkowo przypięła każdy fragment agrafkami.
Kiedy szwaczki sprzątnęły przybory do
szycia, przyniosły agitacyjne i patriotyczne pisemka powielone na cienkiej
bibule. Kobiety wkładały je do kieszeni, ubierały się i w piętnastominutowych
odstępach opuszczały mieszkanie.
Klara również sposobiła się do wyjścia.
– My tylko na Tamkę – powiedziała Janka,
puszczając ją przodem.
Wyszły na ulicę, przed wieczorem zrobiło
się więc chłodniej i przyjemniej, zwłaszcza że słońce zakryły niegroźne chmury.
Na ulicach panował wzmożony ruch, była to bowiem pora, gdy biura i urzędy
kończyły pracę.
Klara znała z doświadczenia sposób
rozprowadzania bibuły, która nigdy nie trafiała do przypadkowych osób, bo roznosiciele
otrzymywali adresy, nazwiska, czasem rysopisy zainteresowanych lekturą broszur.
Tak było i tym razem; Janka wiedziała, kogo ma znaleźć, więc szukały
konkretnych kamienic.
Początkowo szło jak po maśle; jedyny mankament
stanowił fakt, że potencjalni adresaci bibuły zajmowali najtańsze mieszkania, a
więc od trzeciego piętra wzwyż; trzeba się było nieźle zmachać wspinaczką po
schodach.
Gdy miasto otulał z wolna wiosenny
zmierzch, a przechodniów ubyło, Janka oświadczyła z ulgą, że został ostatni
adres.
– Nigdy tam nie byłam – powiedziała. –
Jakiś Brzozowski, podobno lekarz w średnim wieku, szczupły blondyn z rudawymi
wąsami. Mieszka sam. Rarytas, bo przeważnie trafiam na robotników.
Znalazły właściwą kamienicę, weszły do
środka i znów wdrapały się po schodach, tym razem na drugie piętro, gdzie
zadzwoniły do drzwi. Otworzył brodaty brunet w prążkowanych spodniach, białej
kamizelce z jednym guzikiem, ale bez koszuli. Ledwo trzymał się na nogach.
– O! – zdziwił się, wyjmując z ust
cygaro. – Panienki… do kogo?
– Pan Brzozowski? – zapytała Klara.
– Brzozowski? – powtórzył z namysłem. –
Ja… nie, ale może się tu taki znajdzie? Co za zbieg okoliczności! Mówiliśmy
właśnie, że towarzystwo płci… że tak się wyrażę… przeciwnej, byłoby nam bardzo
na rękę. Proszę dalej, poszukamy… Brzozowskiego.
Zawahały się, lecz w końcu dały się
poprowadzić do salonu.
Pokój spowijał dym z cygar i papierosów.
Przy owalnym, przykrytym zielonym suknem stole siedziało pięciu mężczyzn w
strojach tak swobodnych, że zawstydzona Janka spiekła raka. Karty i opróżnione
butelki alkoholu poświadczały jawnie, że zaszła pomyłka; mieszkanie nie
należało do sympatyka socjalistów.
– Panowie! – wykrzyknął brunet. – Panie…
umilą nam wieczór! Ależ nam się poszykowało! To bez dwóch zdań łut szczęścia!
Od stołu, chwyciwszy dwa kieliszki i
pełną butelkę, poderwał się wysoki blondyn. Napełnił szkło przezroczystym
płynem, po czym tanecznym krokiem zbliżył się do Klary i Janki.
– Za nasze zdrowie! Piotrusiu,
przyjacielu najsłodszy, a mówiłem ci ze sto razy, żeby zapraszać panie! Panienki…
z kabaretu? – spytał, podsuwając kieliszek Jance, która z Klarą pod rękę
wycofywała się do drzwi.
– To nieporozumienie… – powiedziała. –
My do doktora Brzozowskiego…
– Piotrusiu, a jakie ty, słoneczko,
nosisz nazwisko, bo wyleciało mi z pamięci?
– Ornitologiczne. Szpakowski, do usług –
odrzekł brunet. – Ale dla panienek mogę być dziś Brzozowskim! Niechże panienki
siądą, o tu, można na kolanach…
– Na nas już pora – bąknęła Janka.
– Jakże to? Nie może być, ja protestuję!
Wódeczka prima sort, szkoda, żeby poszła na zmarnowanie. Panienki palce lizać,
a towarzystwo zacne, najprzedniejsze…
– Spieszno nam do doktora Brzozowskiego
– dziwnie głośno przerwała Klara. – Sprawa jest z tych delikatnych i pilnych.
Żaden z panów nie jest doktorem Brzozowskim? Szkoda, bo moja biedna koleżanka
na gwałt potrzebuje diagnozy specjalisty. Rozumieją panowie, ma już wysypkę,
więc podejrzewa biedactwo… morbus gallicus. Syfilis.
Po chwili bez przeszkód wyszły z
mieszkania.
*wszystkie ilustracje pochodzą z "Die Bombe", wiedeńskiego tygodnika satyrycznego, rok 1905-1907; [z: http://anno.onb.ac.at/cgi-content/anno?aid=bom]
;-) Przeczytałam z przyjemnością, bardzo ciekawie się zapowiada! Pozdrawiam! :)
OdpowiedzUsuńDziękuję! :-) Pozdrawiam bardzo gorąco!
UsuńJa również jestem bardzo zainteresowana, postaram się przeczytać wszystkie części w wersji papierowej, bo zdecydowanie wolę bezpośredni kontakt z książką, choć nie powiem, ciekawa interpretacja lektora ma swoje zalety. Serdecznie pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńA ja przekonałam się i do ebooków, i do audiobooków. :-) Oczywiście kontakt z papierową książką to nadal magia. Pozdrawiam! :-)
UsuńI znów z wielką radością przeczytam dwa pierwsze tomy....
OdpowiedzUsuńBardzo mnie to cieszy! :-)
UsuńObecnie czytam "Klarę" i z niecierpliwością czekam na "Judytę"
OdpowiedzUsuńMiło mi Panią poznać. :-) Życzę ciekawej lektury i bardzo serdecznie pozdrawiam. :-)
UsuńMówiąc szerze nie mogę się doczekać :) serdeczności
OdpowiedzUsuńBardzo to miłe! Pozdrawiam! :-)
UsuńPani Agnieszko, piękna okładka. Patrzę na nią i patrzę i napatrzeć się nie mogę. Czekam z niecierpliwością na książkę. Pozdrawiam serdecznie! :-)
OdpowiedzUsuńJa także nie mogę się napatrzeć, tak jest piękna. Pozdrawiam! :-)
UsuńZapowiada się ciekawa lektura! Czekam aż wpadnie w moje ręce :)
OdpowiedzUsuńMiło mi Panią u siebie gościć! Pani blog jest rewelacyjny i na pewno będę u Pani częstym gościem. Pozdrawiam! :-)
UsuńNie mogę się doczekać, kiedy przeczytam całą :) Pozdrawiam serdecznie
OdpowiedzUsuńCieszy mnie to ogromnie! Gorąco pozdrawiam! :-)
UsuńPierwszy tom na mnie czeka, koniecznie muszę zawitać w tym świecie:) Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńW takim razie, Olu, poczekaj do premiery "Niepokorne. Judyta". ;-) Pozdrawiam Cię gorąco! :-)
UsuńMoja ciekawość jeszcze długo nie zostanie zaspokojona :)
OdpowiedzUsuńTo zaledwie cztery miesiące! ;-)
UsuńSzkoda, że to dopiero w czerwcu, ale cieszę się przynajmniej z fragmentu ;)
OdpowiedzUsuńBędzie to idealna książka na wakacje. ;-)
UsuńTak sie zaczytalam, a tu sie nagle urwalo, nie wiem kiedy :-) Bardzo ciekawy, humorystyczny tekst. Pobudza fantazje i podnosi napiecie. Pozdrawiam :-)
OdpowiedzUsuńCieszę się, że spodobał się Pani fragment, zwłaszcza że jest wyrwany z kontekstu. :-) Bardzo serdecznie pozdrawiam. :-)
UsuńZ niecierpliwoscia czekam do czerwca. Opatrzyla Pani ten fragment pieknymi zdjeciami:) pozdrawiam serdecznie:)
OdpowiedzUsuńDziewiętnastowieczne tygodniki satyryczne były przepięknie ilustrowane, bardzo lubię właśnie "Die Bombe" i tylko żałuję, że moja wątpliwa znajomość niemieckiego pozwala mi zrozumieć niektóre (łatwiejsze) teksty. Cieszę się, że czeka Pani na "Niepokorne. Judyta". Gorąco pozdrawiam. :-)
UsuńPiękny świat nam Pani ukazała. Czytając "Niepokorną Elizę" :), byłam zauroczona. Wspaniale oddany duch czasu, urok Krakowa, magia, magia, magia. Piękny język, to balsam na duszę. Nigdy nie wiadomo, kiedy nas książka znajdzie? Teraz to ja będę szukała "Klary" i oczekiwała na "Judytę", ale "Eliza" znalazła mnie: dostałam tę książkę od organizatorek Konkursu na Książkę Roku 2015 na portalu Książka zamiast Kwiatka (byłam w JURY, taki zaszczyt)i było to dla mnie odkrycie Pani talentu, pasji i złotego pióra. Dziś zamieściłam swoją opinię na moim blogu: http://myslirzezbioneslowem.blogspot.com/ Pozdrawiam serdecznie :)
OdpowiedzUsuńDzień dobry Pani! Dziękuję za Pani entuzjazm i sympatię dla "Niepokorne. Eliza". :-) Każdy czytelnik jest dla mnie szczególnie ważny, a gdy okazuje się, że książki trafiły w jego gust, upewniam się, że napisanie serii miało sens. Bez tej pewności nie mogłabym pisać. Już wczoraj przeczytałam Pani opinię o powieści i sprawiała mi ogromną radość. Pozwoli Pani, że za chwilę umieszczę do niej link na Fb? Bardzo gorąco Panią pozdrawiam. :-)
UsuńDziękuję za dostarczone doznania. Będzie mi miło, jeśli moja opinia zachęci następnych. Pozdrawiam! :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam! :-)
UsuńStwierdzam stanowczo, że muszę się wreszcie zabrać z tę serię.
OdpowiedzUsuńBędzie mi bardzo miło! :-)
UsuńNareszcie! Odliczam dni. Dwa pierwsze tomy to była cudowna podróż w mój ulubiony czas historyczny. A na Judytę czekam z niecierpliwością, bo to najbarwniejsza i najbliższa mi bohaterka cyklu. Pani Agnieszko, mam nadzieję, że kolejne Pani powieści będą równie porywające. Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńWspaniale, że spodobały się Pani "Niepokorne". Mam nadzieję, że ostatni tom Pani nie rozczaruje. ;-) Bardzo gorąco pozdrawiam! :-)
Usuń