Autor
powinien żywić do bohaterów swoich powieści choćby odrobinę sympatii, bo przecież
przestaje z nimi miesiącami, poświęcając im często więcej uwagi niż realnym
ludziom. Mnie nie przychodzi to łatwo i zazwyczaj na taką sympatię pozwalam sobie
dopiero po ukazaniu się książki. Myślę wtedy, że nic już nie da się poprawić,
wyszło co wyszło, klamka zapadła, więc pora zaakceptować mniej lub bardziej
udane portrety wymyślonych przeze mnie postaci.
![]() |
Anna Bilińska "Portret własny", zdjęcie z: artyzm.com |
Inaczej
było z Judytą Schraiberówną. Ją lubiłam od początku, czyli od momentu, gdy
obmyślałam jej wątek. Miała być artystką i Żydówką, pełną pasji marzycielką,
buntowniczką zrywającą z domem rodzinnym, lecz nie z tradycją, w której ją
wychowano. Pamiętam, że czytałam wtedy sporo o dziewiętnastowiecznych malarkach
polskich, bo szukałam faktów, z których dałoby się ulepić przynajmniej w jakimś
stopniu wiarygodną biografię Judyty; zaczęłam od Anny Bilińskiej, o której
wcześniej nie słyszałam, potem była oczywiście Olga Boznańska, na koniec –
Zofia Stryjeńska. Mimo że ostatecznie Judyta ma własną opowieść, a jej losy nie
przypominają biografii wspomnianych malarek, to przecież wszystkie je łączy
pragnienie tworzenia i determinacja w dążeniu do spełnienia marzeń.
![]() |
Zofia Stryjeńska, zdjęcie z: rynekisztuka.pl |
Miały
podobne początki. Uczyły się rysunku i malarstwa na prywatnych lekcjach, kształciły
się na kursach dostępnych dla kobiet, by na koniec, często kosztem ogromnych
wyrzeczeń, studiować (Anna Bilińska pobierała nauki w Paryżu, Boznańska i
Stryjeńska w Monachium). Doświadczyły biedy i samotności typowych dla życia na
obczyźnie, ponosiły klęski w życiu prywatnym, a po sukcesach, po chwilach
triumfu znosiły, choć niekiedy z trudem, zapomnienie i surową krytykę. Ich upór
był zapewne znacznie większy niż Judyty. Kiedy przeczytałam o Zofii
Stryjeńskiej, która w przebraniu mężczyzny, z krótko obciętymi włosami i
dokumentami brata zgłosiła się na egzaminy wstępne do Akademii Sztuk Pięknych w
Monachium, gdzie nie studiowały kobiety, i została przyjęta w poczet studentów,
pomyślałam, że przy tej mistyfikacji ucieczka panny Schraiberówny z domu jest
betką.
![]() |
Olga Boznańska, zdjęcie z: |
Judyta
jest więc moją ulubienicą, choć nie znaczy to, że traktuję ją ulgowo. Przeciwnie,
nie szczędzę jej przykrości, życiowych niedogodności oraz tragicznych zwrotów i
nie zamierzam poprzestać na tym, czym doświadczyłam ją w „Niepokornych. Eliza”,
bo później będzie niewiele lepiej. Zresztą może to z tego powodu czuję do niej
sympatię? Że los jej nie oszczędza?
Zofia Stryjeńska (1891-1976) – dzieciństwo i
młodość spędziła w Krakowie, uczyła się w Szkole Malarskiej Leona
Strojnowskiego, w Szkole Sztuk Pięknych dla Kobiet Marii Niedzielskiej oraz w
Monachium. Malarka podejmująca oryginalną tematykę słowiańską, inspirująca się
sztuką ludową.
![]() |
Anna Bilińska, Bretonka na progu chaty, zdjęcie z: artyzm.com |
Anna Bilińska-Bohdanowicz (1857-1893) –
utalentowana muzycznie i plastycznie, uczennica kursów dla kobiet przy Szkole
Rysunkowej Wojciecha Gersona w Warszawie, studentka Académie Julian w Paryżu.
Malowała portrety, scenki rodzajowe, pejzaże, martwe natury. Zmarła w wieku 36
lat.
![]() |
Olga Boznańska, Kwiaciarki, zdjęcie z: |
Olga Boznańska (1865-1940) – artystka o starannym
wykształceniu (Wyższe Kursy dla Kobiet im. Adriana Baranieckiego w Krakowie,
studia w Monachium, Paryż). Autorka portretów i autoportretów, znana i
doceniana za życia malarka o niepowtarzalnym stylu. Jej obrazy cechowała
subtelna, jakby stłumiona kolorystyka. Jak nikt umiała oddać psychiczne cechy
modela.
![]() |
Zofia Stryjeńska, Spotkanie z Synem, cykl Pascha, zdjęcie z: http://kultura.wp.pl/ |
Więcej w:
Artystki polskie, red. Agata Jakubowska, Wyd.
Szkolne PWN, Warszawa - Bielsko-Biała 2011.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Będzie mi miło, drogi Czytelniku, gdy podzielisz się refleksjami o moich tekstach. :-)