sobota, 18 lutego 2017

Księgobójca

Gdybyście musieli nagle opuścić dom i z jakiegoś powodu nie moglibyście już nigdy do niego wrócić, co zabralibyście ze sobą? Które z nagromadzonych przez lata rzeczy uznalibyście za niezbędne i dlaczego właśnie z nimi nie chcielibyście się rozstać? Byłyby praktyczne? Piękne, choć bezużyteczne? Z pozoru bezwartościowe, bo znaczyłyby coś tylko dla Was (inni widzieliby w nich jedynie rupiecie)? A może nie macie natury zbieraczy, nie zagracacie domu tym, co nietrwałe i tandetne, i co sprawia, że żyje się dziś jak „na kupie śmieci”[1]?

okładka z: Wyd. Czarna Owca
W 2011 roku Judith de Leeuw, artystka z Amsterdamu, policzyła wszystkie swoje rzeczy. Opróżniła dom z „przedmiotów, a następnie umieściła dobytek w portowym składzie. Policzyła wszystkie łyżki, zabawki dziecka, otwieracze do konserw, wazony, zeszyty, buty, lampy i doszła do zatrważającego wniosku, że jej trzyosobowa rodzina posiada ponad piętnaście tysięcy rzeczy”[2]. Dla kontrastu: w 1968 roku opuszczający Polskę Ludową Żydzi „musieli sporządzić listę przedmiotów, które zamierzali ze sobą zabrać. Pozycja numer dziewiętnaście: drewniany naszyjnik, pamiątka rodzinna. Numer dwadzieścia siedem: »Elementarz Falskiego«. Numer sto pięćdziesiąt pięć: album »Ostrowiec Świętokrzyski w fotografiach«. W zamian otrzymali granatowy »dokument« podróży, tak zwany paszport w jedną stronę. Przyjechali do Amsterdamu nocnym pociągiem, z pięcioma walizkami zawierającymi około dwustu przedmiotów, z którymi nie chcieli się rozstać w swoim nowym życiu”[3]. O dysonansach między przeszłością a teraźniejszością, o dwudziestowiecznym Amsterdamie i polskich emigrantach (albo: wygnańcach z Polski), o książkach i księgarenkach, o starzeniu się, niemijających przyjaźniach i trudnych miłościach, wreszcie o gromadzeniu rzeczy, „balastu, który nas powoli uśmierca”[4], mówi znakomity „Księgobójca” Mai Wolny.

Willem A. Knip (1883-1967), Het Kolkje, Amsterdam
źródło: TU
Na pierwszy rzut oka „Księgobójca” jest historią o zbrodni, oto bowiem w tajemniczych okolicznościach umiera Jan Visser, zamożny mieszkaniec Amsterdamu, restaurator zabytkowych mebli, człowiek o ustalonej renomie i – zdaniem niektórych – niespełniony artysta opętany ideą stworzenia takiego dzieła sztuki, którym nareszcie dałby dowód niekwestionowanego talentu. Pasjonowały go książki, głównie starodruki, a te zwykł zamawiać u Wiktora Krzesima, właściciela księgarenki Scripta, Polaka, który wyjechał do Holandii jeszcze w czasach PRL-u i który, myśląc o sobie, używa formułki: „syn powstańca, obywatel świata, niczyj mąż i ojciec”[5]. Z czasem okazuje się, że w księgarni przecinają się ścieżki większości podejrzanych o popełnienie zbrodni, a sam Wiktor, dziwak i odludek, też nie budzi zaufania inspektor miejscowej policji Evy Paelineck. I, co oczywiste w powieści tego gatunku, mylące i dwuznaczne tropy najpierw sprytnie i długo zwodzą czytelnika, zanim prawda ujrzy światło dzienne.

Adriaen van de Velde (1636-1672),
The Martelaarsgracht in Amsterdam, ok. 1670;
źródło: Tu
Mozolne docieranie do rozwiązania zagadki morderstwa odsłania nam z wolna świat i codzienność Wiktora Krzesima, a to kwestia nawet ważniejsza od fabuły. Właśnie jego oczami spoglądamy na Amsterdam, miasto filozofów i malarzy, na książki i na ludzi, zwłaszcza na Mariannę Keller. Zabieg ten pozwolił zbudować wiarygodny portret człowieka starej daty i odciętego od korzeni, który nigdzie – oprócz własnej księgarni – nie czuje się u siebie: ani w Holandii, ani w Polsce. Co więcej, Scripta oparła się księgarskim modom i, balansując na skraju bankructwa, nie poddaje się prawom rynku, oferując nielicznym klientom literaturę klasyczną oraz wschodnioeuropejską. Nowe książki i bestsellery, „wyszykowane jak na galę”[6], Wiktor z uporem ignoruje, uważa bowiem, że „księgarnia nie jest sklepem, w którym rządzi termin przydatności do spożycia, moda, rok produkcji. Dla księgarni powinny istnieć osobne prawa, osobne zarządzenia, wolne od sum i terminów. Tu się sprzedaje zapomnienie, emocje – czasami jedyny ratunek dla zdesperowanych umysłów”[7]. Wiktor uważa się za „sługę książek”[8], dba więc o nie, choć niszczeją, żółkną i blakną, bo tylko one (oprócz miłości do Marianny) dają mu poczucie sensu życia toczącego się wśród obcych. A o książkach potrafi mówić pięknie, z czułością, jak o kobietach: „jedyne, co ja umiem, to czytać i oceniać ciężar książek. Od leciutkich, niemądrych, figlarnych na jedną noc, aż do tych ciężkich, klasycznie zbudowanych, z którymi trzeba wziąć ślub, przenieść przez próg, zamieszkać na stałe”[9].

W „Księgobójcy” uderza przykre zderzenie Amsterdamu dawnego, jeszcze sprzed reformacji, ze współczesnym, ale oba miasta budzą emocje, do czego przyczynił się zapewne zręcznie zbudowany klimat opowieści. A ponieważ „dobra literatura to bilet w nieskończoność, w bezczasowe trwanie w fotelu aż do ostatniej kartki”[10], zamierzam do „Księgobójcy” wracać choćby dla Amsterdamu.

Judith de Leeuw, Stuff Everywhere
film z 2011






[1] Maja Wolny, Księgobójca, Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2017, s. 66. [e-book]
[2] Tamże, s. 96.
[3] Tamże, s. 44
[4] Tamże, s. 96.
[5] Tamże, s. 10.
[6] Tamże, s. 12.
[7] Tamże, s. 63.
[8] Tamże, s. 15.
[9] Tamże, s. 53.
[10] Tamże, s. 50.

12 komentarzy:

  1. O! To brzmi bardzo intrygująco. Amsterdam...ten z piosenki Brela. Księgarnia, księgarz...interesujące. Lubię czytać o książkach, z którymi spotykam się po raz pierwszy. Ale nie z Autorką...mam i czytałam jej "Karę". Tylko nie pisałam jeszcze o niej na blogu. To też interesująca powieść - monolog -, z Belgią w tle.

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachęcam, to świetna książka, ale dla mnie pierwsza tej autorki. Muszę to nadrobić. Pozdrawiam! :-)

      Usuń
  2. Poszukiwałam takiej książki!

    OdpowiedzUsuń
  3. Zwróciłam już na książkę uwagę w zapowiedziach, a recenzja dodatkowo utwierdziła mnie w przekonaniu, że książkę muszę przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytanie jej było prawdziwą przyjemnością. :-D

      Usuń
  4. Nie przepadam za kryminałami, ale ten przeczytałabym ze względu na Amsterdam i wątek księgarni. Podoba mi się podejście Wiktora do książek: ignorowanie bezwartościowych nowości. „Tu się sprzedaje zapomnienie, emocje – czasami jedyny ratunek dla zdesperowanych umysłów” – powieść mająca takie wstawki bardzo zyskuje w moich oczach. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takich fragmentów, refleksji o książkach, jest tam znacznie więcej. "Księgobójcę" naprawdę warto przeczytać. :-D

      Usuń
  5. Przemawia do mnie ten dawny Amsterdam... Książka trochę nie w moim gatunku, ale wyobrażam sobie dawny klimat miasta i chyba się skuszę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto spróbować, zwłaszcza że wątek kryminalny powiązany jest ze sztuką i rozwija się ciekawie. :-)

      Usuń

Będzie mi miło, drogi Czytelniku, gdy podzielisz się refleksjami o moich tekstach. :-)