sobota, 6 sierpnia 2016

Roztapiam się w słońcu – Astrid Lindgren „Dzienniki z lat wojny 1939-1945”

Babcia pierwsza z lewej,
zdjęcie z czasów drugiej wojny światowej
Wyrosłam na opowieściach o drugiej wojnie światowej. Na wspomnieniach babci, łączniczki w Batalionach Chłopskich, oraz dziadka, żołnierza Armii Krajowej. Dla nich tamten okres jeszcze po kilku dekadach od zakończenia działań zbrojnych był żywy. Utkwiły mi w pamięci historie mrożące krew w żyłach i zabawne, pełne zdumiewającego jak na temat humoru, dzięki czemu okupacja zyskała w mojej wyobraźni wielowymiarowość, o którą trudno we współczesnych panegirykach. Było w nich coś z „Kanału” Wajdy, trochę z „Zezowatego szczęścia” Munka i sporo z „Kolumbów. Rocznik 20” Bratnego. Babcia przenosząca nielegalną bibułę w tak ciężkich walizkach, że aby jej pomóc, zatrzymało się auto niemieckiego oficera, który grzecznie zaprosił ją do środka, i choć wymawiała się bardzo dobrym, jeszcze przedwojennym niemieckim, nie było rady, z duszą na ramieniu i miną pokerzystki wsiadła, przejechała kilkanaście kilometrów, podziękowała i wysiadła u celu. Dziadek podczas akcji albo ukrywający się tuż po wojnie gdzieś w mazowieckich lasach. Miałam w domu uczestników i świadków zdarzeń przełomowych dla Polski i świata, i wielu nie tak istotnych, choć dla nich ważnych. Słyszałam o głodzie, strachu, poczuciu bezradności, o partyzanckich przysięgach, getcie w Otwocku, wywózkach na roboty do Niemiec, których mój sprytny i pomysłowy dziadek uniknął kilkakrotnie. Dla dziecka, jakim wówczas byłam, miało to jednak bardziej posmak przygody, zwłaszcza historie babci, która zręcznie budowała klimat, niż było świadectwem.

okładka książki z:
http://nk.com.pl/
Dlatego lektura „Dzienników z lat wojny 1939-1945” Astrid Lindgren wydała mi się intrygującym dopełnieniem wiedzy o tamtych czasach. Dzienniki napisane przez Szwedkę, która sześć wojennych lat spędziła w jednym z nielicznych neutralnych krajów, choć każdy dzień odczuwała boleśnie, głęboko, solidaryzując się z narodami wplątanymi w światowy konflikt, stanowią dowód, że wojna dotknęła wszystkich: ofiary, katów i stojących (z pozoru) z boku. W dodatku to dzienniki autorstwa wybitnej pisarki, której książki zaliczam, i nie jestem wyjątkiem, do ukochanych, najdroższych, najbardziej wzruszających, choć tak prostych, że śmiem twierdzić, iż właśnie w prostocie tkwi ich siła. Miałam przyjemność przeczytać zdumiewającą książkę, przesiąkniętą uniwersalnym humanitaryzmem, afirmacją życia, humorem (trochę w stylu mojej babci) i nadzieją, mimo że „pokój nie jest niczym pewnym”[1]. Nigdy.

Dziś wybuchła wojna[2]
Astrid Lindgren
zdjęcie z: www.astridlindgren.se
„Niemcy z samego rana zbombardowali wiele polskich miast i ze wszystkich stron najechali na Polskę!”[3] – tak zaczynają się dzienniki Astrid Lindgren. Potem z przenikliwością kobiety orientującej się w aktualnej polityce, odwołując się do artykułów w szwedzkiej prasie, pisze o wypowiedzeniu Niemcom wojny przez Anglię i Francję, o mowach do narodu angielskiego i niemieckiego, wreszcie o wzajemnych oskarżeniach rządów, „które obszczekują się, czyja to wina. Niemcy twierdzą, że Polska pierwsza ruszyła do ataku i że Polacy, pod osłoną angielsko-francuskich gwarancji, mogli sobie na wszystko pozwolić”[4]. Autorka dzienników nie ma złudzeń: żądanie oddania Gdańska i korytarza pomorskiego było tylko pretekstem do wojny, a celem Hitlera jest i będzie podbicie świata. Od pierwszych stron śledzimy ruchy wojsk na frontach, rokowania, przetasowania w sojuszach zawieranych otwarcie lub w tajemnicy, niemieckie podboje i klęski, wywózki ludności żydowskiej, a wszystko to układa się w logiczny wykład, podany jednak żywym, czasem kolokwialnym językiem, więc brak tu sztuczności i nudy.

Astrid Lindgren
zdjęcie z: sverigesradio.se
Uwagę Lindgren pochłaniają też drobne niedogodności, których z rodziną doświadcza na co dzień, ograniczenia w dostępie do niektórych produktów żywnościowych, reglamentację obuwia i benzyny, powstawanie schronów, i można wyczuć zawstydzenie pomieszane z radością, że „Szwecja ma nadal pokój. (…) Jest krainą szczęśliwości, gdzie ciągle są żywność i ciastka, i czekolada”[5]. Lindgren nazywa to cudem, mówiąc wielokrotnie, że w sytuacji wojny światowej, powszechnej nędzy, masowości zbrodni, ona, jej rodzina, w ogóle Szwedzi mają „absolutnie za dobrze”[6]. Tym mocniej więc podkreśla fakt organizowania przez Szwecję pomocy dla potrzebujących, szczególnie dla Finów, i tym dobitniej twierdzi, że kiedy świat toczy wojnę, „ktoś musi (…) być neutralny, w przeciwnym razie nie mogłoby dojść do pokoju – ze względu na brak pokojowych mediatorów”[7]. Rozdarciu między pragnieniem utrzymania neutralności Szwecji a potępieniem nazizmu towarzyszy przeświadczenie, że „Ziemia mogłaby być rozkosznym miejscem do życia”[8].

Między Szwecją a Norwegią jest trudno
Astrid z synkiem
zdjęcie z: www.dn.se
Z oczywistych względów szukałam w dziennikach Astrid Lindgren wzmianek o okupacji w Polsce. Jest ich trochę, lecz im dłużej trwa wojna, tym są rzadsze z powodu odcięcia tych ziem od reszty Europy i ograniczania przez Niemców przepływu informacji. Dlatego więcej uwagi poświęca autorka Francuzom, Grekom, Włochom, Finom, Duńczykom czy Norwegom. Jej spostrzeżenia są celne, zdradzają wiedzę, oczytanie, poczucie humoru, umiejętność posługiwania się ironią. Grecy zatem są narodem małym, ale dzielnym. Włosi opowiadają się wyłącznie po stronie zwycięzców. Norwegowie mają za złe Szwedom przepuszczanie przez terytorium Szwecji niemieckich konwojów. Towarzyszą temu anegdoty i dowcipy: o Hitlerze i Mussolinim zjadliwe, o Roosevelcie i Churchillu pełne sympatii, o Chrystianie, królu Danii, kreujące go na władcę nieugiętego, o imponującej odwadze, który nie waha się powiedzieć Niemcom, że gdy wprowadzą w podbitej Danii gwiazdę Dawida, nakazując ją nosić Żydom, on włoży ją jako pierwszy.

I wreszcie jest lato
Astrid z Larsem i Karin
zdjęcie z: www.aftonbladet.se
Dziennik pokazuje też życie rodziny Lindgrenów. Święta Bożego Narodzenia, urodziny Karin i Larsa, rocznice ślubu, wakacyjne wyprawy, przejażdżki rowerowe, spacery, wyjścia do kina. Najpiękniejsze są opisy szwedzkiego lata, zwięzłe, budowane na konkretach: „Widzieliśmy tyle piękna, drogi z obu stron obrośnięte przytulią, otwarty horyzont nad morzem przy Simpnäs, księżyc w pełni nad morzem i dachem Letniego Domu”[9]. To naprawdę dziwne, niekiedy szokujące, że mimo chaosu na świecie w Szwecji można było tak żyć. Jednak tę idylliczną codzienność podszywa niepokój i może dlatego celebrowanie jej jest aż tak intensywne.

Astrid Lindgren
zdjęcie z: snl.no
Ze sposobu relacjonowania zdarzeń wyłania się też portret autorki. Astrid ma niewiele ponad trzydzieści lat, rodzinę, pochłaniającą ją pracę, i uważa się za szczęśliwą, spełnioną kobietę, która nawet w chwilach osobistych tragedii zachowuje zadziwiającą pogodę ducha. Życie odczuwa mocno, cieszy się drobiazgami, sukcesy początkującej pisarki kwituje z rozbrajającą szczerością: „To niezwykle miłe być «autorem»”[10], a w momentach wytchnienia, podczas letniej pogody, „roztapia się w słońcu”[11]. I ma swoistą, lecz ponadczasową definicję szczęścia: „jeśli ktoś chce być szczęśliwy, to musi to wypływać z jego wnętrza, a nie pochodzić od innego człowieka”[12].

Czy rzeczywiście jest spokój
Astrid Lindgren
zdjęcie z: www.pinterest.com
W dziennikach najbardziej zaskoczyło mnie przejmowanie się przez przyszłą pisarkę losami świata. Absolutny brak egoizmu, przekonanie o niezasłużonym, jak z kapelusza magika wyciągniętym szczęśliwym losie, bo urodziła się Szwedką, nieustannie rzucają się w oczy czytelnika, z którym autorka dzieli się refleksjami o wojnie i jej nieprzewidywalnych konsekwencjach. W sierpniu 1945 roku napisała: „Zastanawiam się, czy rzeczywiście jest spokój na całej kuli ziemskiej w tej chwili, czy żadne bomby nie spadają, żadne armaty nie strzelają, żadne pancerniki nie są zatapiane”[13]. Obawiała się tego, co nadejdzie później, bo zrzucono przecież bomby atomowe, a świat popadł w ruinę. Ale jej pacyfizm jest radosny i na miarę możliwości każdego człowieka, skoro więc nie może być dobrze, jak mówi, niech przynajmniej będzie lepiej, niż było.

Historia Pippi Pończoszanki
wywiad z Karin, córką Astrid Lindgren;
o okolicznościach wspomnianych w wywiadzie opowiadają "Dzienniki z lat wojny 1939-1945"






[1] Astrid Lindgren, Dzienniki z lat wojny 1939-1945, Wydawnictwo Nasza Księgarnia, Warszawa 2016, s. 251.
[2] śródtytuły są cytatami z książki
[3] Tamże, s. 23.
[4] Tamże, s. 25.
[5] Tamże, s. 72.
[6] Tamże, s. 74.
[7] Tamże, s. 233.
[8] Tamże, s. 24.
[9] Tamże, s. 63.
[10] Tamże, s. 241.
[11] Tamże, s. 243.
[12] Tamże, s. 221.
[13] Tamże, s. 245.

23 komentarze:

  1. Czasami lubię sięgnąć po książkę tego typu i zagłębić się w poruszającą treść. Ta z całą pewnością do mnie przemówiła i jeśli przyjdzie mi ochota, na pewno będę miała ją na uwadze :)
    Justyna z livingbooksx.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam, zwłaszcza że "Dzienniki..." Astrid Lindgren są też pięknie i starannie wydane. :-)

      Usuń
  2. Dzienniki jeszcze przede mną. Czytałam natomiast biografię Astrid Lindgren napisaną przez Margaretę Stromstedt, która także przygotowuje czytelnika na to, że Dzienniki nie pokazują zwyczajnego życia pisarki, raczej jej przemyślenia związane z wojną i niepokój o przyszłość świata.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja nie czytałam biografii, chociaż zamierzałam od razu po "Dziennikach...". Nie znalazłam e-booka, więc zmieniłam plan. Ale na pewno po nią sięgnę.

      Usuń
  3. Dziękuję za tę rekomendację. Ile by nie napisano książek o wojnie, to i tak nie napisano wszystkiego; każdy człowiek, to osobna historia. Najlepiej oddają to właśnie "Dzienniki". Z pewnością postaram się o tę książkę. Żadna lekcja historii nie zastąpi relacji żywych świadków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się. Poza tym dzienniki Astrid Lindgren są bardzo wiarygodne i pokazują wojnę z nowej perspektywy, a to duży atut.

      Usuń
  4. Astrid Lindgren znałam jako autorkę opowieści dla dzieci.Po przeczytaniu Pani tekstu dowiedziałam się ,że pisała dzienniki.Poszukam tej książki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jest w dziennikach Astrid Lindgren ciekawe - napisała je matka, żona, Szwedka, ale jeszcze nie pisarka. Odsłaniają jednak okoliczności powstania pierwszych jej książek.

      Usuń
  5. Uwielbiam twórczość Astrid Lindgren. Uważam, że rzeczywistość, którą tworzyła dla dzieci jest niesamowita, bo za każdym razem wywołuje emocje - śmiech, wzruszenie, lęk. To pisarka, która zasłużyła na Nobla, choć myślę, że dla niej nie miały znaczenia nagrody, a jedynie szczęście i uśmiech każdego dziecka.
    Książkę postaram się zdobyć i przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem była wyjątkowo skromną osobą - w dziennikach można znaleźć na to liczne dowody.

      Usuń
  6. Przeczytałam w zeszłym tygodniu biografię A. Lindgren, były w niej fragmenty dziennika prowadzonego w latach wojny. Teraz chciałabym poznać całość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że dzienniki będą świetnym uzupełnieniem biografii. Po biografię pisarki zamierzam wkrótce sięgnąć.

      Usuń
  7. Agnieszko, jak dobrze być gościem na Twoim blogu, gdzie czekaja na nas takie inspiracje. Gdyby nie Ty pewnie nie sięgnęłabym po "Złotą damę", a tymczasem film obejrzała cała moja rodzina, łącznie z 10-letnim Kacpim. Porozmawialismy o systemach totalitarnych, nietolerancji i nienawiści, którą można zasiać w ludziach przy pomocy manipulacji. Później gdy rodzina zasnęła, obejrzałam jeszcze po raz kolejny "Mississipi w ogniu" i pomyślałam, mój Boże, jakie podobne instynkty kierowały ludźmi w obu przypadkach. Holocaust i Ku Klux Klan. Dzisiaj kolejna inspiracja. Spojrzenie na wojnę z neutralnego kraju ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To przemiłe słowa, bardzo za nie dziękuję. Tym staranniej będę wybierała tematy postów. Gorąco pozdrawiam. :-D

      Usuń
  8. Dzienniki to specyficzny rodzaj literacki. Mówi wiele o autorze. Twórczość Lindgren znam dość dobrze, ale o jej "Dziennikach" nie słyszałam za wiele. Cieszę się, że tutaj zajrzałam, bo dzięki temu wiem, jaką lekturą zajmę się w najbliższym czasie :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, dzienniki to nie wspomnienia. Powstają pod wpływem chwili, są zapisem zdarzeń niejako na gorąco. Dlatego trzeba doceniać ich szczerość i autentyczność. :-) Pozdrawiam. :-)

      Usuń
  9. Pani Agnieszko, właśnie przeczytałam "Judytę". Szkoda,że pani uśmierciła Klarę i że to już ostatni tom "Niepokornych". Wszystkie 3 tomy, czyta się z wypiekami na twarzy i nie można się od nich oderwać. Dzięki pani książkom, mogłam przenieść się do tych jakże ciekawych czasów i do mojego ukochanego, magicznego Krakowa. Życzę pani napisania jeszcze wielu ciekawych książek i pozdrawiam serdecznie z Bielska-Białej :-) Sabina Bryja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Sabino! Sprawiła mi Pani ogromną radość, dzieląc się wrażeniami z lektury mojej powieści. Ja też uważam Kraków za magiczne miasto i również mam do niego sentyment. Cieszę się, że nakłoniłam Panią do przeczytania dzienników Astrid Lindgren. Ciekawa jestem, czy się Pani spodobają. Pozdrawiam Panią gorąco! :-)

      Usuń
  10. Zapomniałam dodać,że "Dzienniki" Astrid Lindgren są następne w kolejce do czytania i już czekają na półce. Pozdrawiam serdecznie :-) Sabina Bryja

    OdpowiedzUsuń
  11. Pani Agnieszko ! Do przeczytania "Dzienników z lat wojny 1939-1945" Astrid Lindgren wcale mnie pani nie musiała namawiać, bo to jedna z moich ulubionych autorek lat dzieciństwa( zresztą akurat leżała na półce w bibliotece). Lektura to arcyciekawa, też szczególnie czekałam na odniesienia do Polski. Pisarka miejscami wzrusza, miejscami bawi anegdotami z lat wojny, opisuje też okropności wojny. Ciekawie było poznać Astrid Lindgren zanim została znaną pisarką i jej widzenie świata z czasów II wojny światowej. Dzięki jej benedyktyńskiej pracy i wycinkom z gazet można było dokładnie poznać realia tamtych lat "czasów grozy i pogardy". Mam nadzieję,że uda mi się dzisiaj wypożyczyć kolejną książkę Astrid Lindgren & Sara Schwardt"Twoje listy chowam pod materacem..."Na pewno będzie to ciekawe i pouczające,ukaże też nowe oblicze Astrid Lindgren. Pozdrawiam gorąco!!! :-) Sabina Bryja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamy podobne wrażenia z lektury dzienników Astrid Lindgren. Też nazwałabym jej pracę benedyktyńską; zbieranie wycinków z gazet, komentowanie ich, wklejanie do zeszytów przez osobę o tylu obowiązkach, zawodowych i rodzinnych, budzi podziw. Zaintrygowała mnie Pani książką "Twoje listy chowam pod materacem", bo nie słyszałam o niej. Pozdrawiam Panią serdecznie! :-)

      Usuń
  12. Bardzo lubię ten blog. Tyle tu interesujących dla mnie treści.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, to bardzo miła i budująca uwaga. :-)

      Usuń

Będzie mi miło, drogi Czytelniku, gdy podzielisz się refleksjami o moich tekstach. :-)