niedziela, 3 lipca 2016

Złota dama

Gustaw Klimt, Portret Adeli Bloch-Bauer I, 1907 r.;
źródło: pl.wikipedia.org
Podczas pierwszej wyprawy do Wiednia zdumiało mnie, że aby obejrzeć obrazy namalowane przez Gustawa Klimta, muszę zajrzeć do wielu rozrzuconych po całym mieście miejsc. Okazało się też, że tych najbardziej znanych dzieł powinnam szukać w galeriach i domach prywatnych na całym świecie. Największym rozczarowaniem był wówczas fakt, że na pewno nie zobaczę cudownego, migoczącego złotem „Portretu Adeli Bloch-Bauer”, który, oprócz „Judyty z głową Holofernesa” i „Portretu Emilie Flöge”, lubię najbardziej. W żadnym z przewodników, z których wtedy korzystałam, nie znalazłam choćby niewielkiej aluzji do jego wojennych losów, a przecież są one równie niezwykłe jak obraz, w tym przypadku bowiem historia dzieła sztuki splotła się z opowieścią o Wiedniu fin de siècle’u, międzywojnia i drugiej wojny światowej oraz z losami nieprzeciętnych ludzi. Gdybym przed wyjazdem do Wiednia przeczytała „Złotą damę…” Anne-Marie O’Connor, moja reakcja na ów brak Klimta byłaby zapewne inna.

Miasto sprzeczności
Franz Poledne, "Die Mariahilfer Strasse";
źródło: www.liveinternet.ru
Koniec wieku dziewiętnastego był dla kosmopolitycznego Wiednia czasem zmian. Wynikały one z otwarcia miasta dla napływających z Europy, lecz głównie ze Wschodu, wszelkich uchodźców, w ogromnej części Żydów, przeważnie biednych, uciekających przed prześladowaniami. „To było jedno z najbogatszych europejskich miast, jednak jego nowi mieszkańcy byli jednymi z najuboższych. Budowa pałaców nie mogła przysłonić dotkliwego braku mieszkań. Wiedeńscy lekarze tworzyli nowoczesną medycynę, wytyczając drogę chirurgii, odkrywając zarazki, wirusa polio, grupy krwi, jednak nieleczony syfilis rozprzestrzeniał się bez ograniczeń”[1]. W zamożnych domach w okolicach Hofburga kwitło życie artystyczne i intelektualne, w dzielnicach robotniczych żyło się z dnia na dzień, bez perspektyw. Kiedy w 1897 roku burmistrzem Wiednia został Karl Lueger, zajadły antysemita, wyborcom obiecał zmiany, a winą za panujące w mieście bezrobocie obciążył mniejszość żydowską.

Wilhelm Gause, Ein Sonntag in der Ägyptischen Abteilung
des Kunsthistorischen Museums
1893 r.;
źródło: commons.wikimedia.org
Jednocześnie umacniała się pozycja bogatych żydowskich przedsiębiorców i bankierów, rzutkich, inteligentnych, często dobrze wykształconych, docenianych przez cesarza Franciszka Józefa, który wyraźnie odcinał się od polityki nowego burmistrza Wiednia, bo ten „nie gwarantował podstawowej zasady prawnej jego państwa, mianowicie równości wszystkich obywateli wobec prawa”[2]. Wydawało się, że asymilacja ludności żydowskiej postępuje na tyle szybko, iż nie dojdzie do konfliktów, prześladowań czy pogromów, jakie miały miejsce w Rosji, mimo że „występowały (…) przeszkody. Małżeństwa mieszane między partnerami wyznania mojżeszowego i katolickiego były zabronione. Aby zawrzeć związek małżeński, jedna ze stron musiała albo przejść na wiarę drugiej, albo ogłosić się bezwyznaniowcem. Najczęściej czyniła to żydowska strona związku”[3]. Mimo to otwarte nawoływanie do nienawiści wobec Żydów, obracanie przeciwko nim zwłaszcza ludzi biednych i niewykształconych, stało się stałym hasłem wyborczym Karla Luegera, z którego ust wielokrotnie padały „podszczuwające i podżegające mowy”[4] (rodzaj stosowanej przez niego retoryki i gestykulacji podchwycił później Hitler).

Emilie Flöge;
źródło: 
www.pinterest.com
W tym samym czasie trwała w Wiedniu rewolucja obyczajowa, wpływająca na zmianę dotychczasowego statusu kobiet. U schyłku XIX wieku „zamożna dziewczyna była jak diament, trzymany w zamknięciu, dopóki rodzina nie znajdzie dla niego godnego miejsca”[5], a więc nie zaaranżuje małżeństwa, lecz w 1897 roku cesarz zgodził się w końcu dopuścić kobiety do studiów wyższych, choć wolno im było studiować jedynie filozofię. Ówczesna prasa wiedeńska pilnie przyglądała się postępom pierwszych studentek, podkreślając niechęć, z jaką przyjmowali ich obecność wykładowcy i studenci. Z jednej strony wciąż obowiązywała zasada podwójnej moralności, gdyż „mężczyźni szukali miłości i seksu z kochankami, lecz tego typu pozamałżeńskie związki okrywały wstydem i stygmatyzowały samotne kobiety”[6]. Z drugiej strony coraz silniej dawała o sobie znać emancypacja kobiet. Symbolem kobiecej zaradności stała się na początku XX wieku Emilie Flöge, przyjaciółka Gustawa Klimta, współwłaścicielka nowoczesnego domu mody, kobieta interesu[7].

recepcja domu mody Sióstr Flöge;
źródło: 
www.pinterest.com
Wszystko to stanowiło tło dla zdarzenia mniejszej wagi. W grudniu 1903 roku Klimt przystąpił do malowania portretu Adeli Bloch-Bauer. Był już artystą znanym, choć niekoniecznie rozumianym i cenionym. Miał opinię buntownika, skandalisty, tytana pracy, malarza budzącego kontrowersje. Ponieważ odrzucono część jego prac wykonanych wcześniej na zamówienia publiczne, właśnie „wycofał się w ustronie pracowni i ogrodu. Nosił prosty arabski burnus lub długi kaftan, kiedy przechadzał się po swoim zielonym miejskim azylu, pozując do mistycznych fotografii, które przedstawiały go jako proroka”[8].

Malarz i modelka
Wiedeń, Mariahilfer Strasse, 1908 r.;
źródło: de.wikipedia.org
Adela Bloch-Bauer pochodziła z bardzo zamożnej rodziny żydowskiej. Jako córka bankiera żyła otoczona luksusem i sztuką. Pasjonowała się literaturą, marzyła o studiach, a skończyła jak wszystkie dziewczęta z jej sfery – została żoną przemysłowca. Obraz miał być prezentem od męża, bardzo zresztą kosztownym, mimo że „portretom tworzonym przez Klimta towarzyszyła atmosfera ryzyka. Jak zauważył krytyk, «czasem nie było bezpiecznie» dla kobiet z towarzystwa, i ich dobrego imienia, zostać sportretowanym przez Klimta. Zaczynało się o nich mówić, że miały romans z mistrzem, który mocno się wsławił swoimi amorami”[9]. O Adeli i Klimcie też krążyły plotki i do dziś nie wiadomo, czy mieli romans, ale jest to rzecz bez znaczenia. Powstało arcydzieło. Obraz, który z czasem stał się symbolem cesarskiego Wiednia.

Wojna i po wojnie
Bruno Schulz, zachowany fragment fresku
z domu zajmowanego przez Landaua;
źródło:  archiwum.rp.pl
Po anszlusie, którego Adela nie dożyła, jej portret podzielił los wielu innych dzieł sztuki. Został zrabowany przez nazistów za sprawą gestapowca Feliksa Landaua. „Landau nie był Niemcem. Urodził się w Wiedniu jako bękart Austriaczki Marii Maier i Paulo Stipkovicha, piekarza, który przybył z Węgier. Nazwisko dostał od Żyda, który (…) ożenił się z jego matką, a po kilku latach umarł. Młody Landau wychowywał się w internatach i od wczesnych lat brał udział w nazistowskich awanturach (…). To on szkolił w Drohobyczu ukraińską czarną policję. Żydzi drżeli na jego widok”[10]. To właśnie Landau, stacjonując w Drohobyczu, polecił Brunonowi Schulzowi namalowanie ilustracji do baśni w pokoju dziecinnym swego syna.

„Portret Adeli Bloch-Bauer” przetrwał wojnę, nie wrócił jednak do właścicieli. Zanim odzyskali go prawowici spadkobiercy, minęło kilkadziesiąt lat. Historię zabiegów Marii Altmann o przekazanie jej i rodzinie obrazu w skrócie i dużym uproszczeniu pokazuje film.

"Złota dama", film w reż. Simona Curtisa,
2015 rok;


Najważniejsze są epizody
okładka książki Złota dama;
źródło: www.biblionetka.pl
„Złota dama…” Anne-Marie O’Connor nie jest jedynie książką o portrecie Adeli. To, co najbardziej przykuwa uwagę, a co film niemal pominął, to wojenne losy wiedeńskich Żydów, grabieże ich mienia, osadzanie w więzieniach, deportacje do obozów koncentracyjnych. Gwałtowna aryzacja świata, w którym odmówiono im miejsca, trwała od anszlusu aż do bombardowań Wiednia w 1944 roku. Mnie najbardziej poruszyły relacje o losach prawdziwych ludzi. Historia nastoletniej Nelly Gutmann, listy miłosne Marii Altmann do męża przetrzymywanego w Dachau, epizod o żydowskim mistrzu szklarskim Samuelu Morgensternie, który w swoim wiedeńskim sklepiku z ramami i szkłem sprzedawał też obrazy i u którego od 1911 roku zostawiał dość mierne prace młody Hitler. Po anszlusie Morgenstern stracił sklep i prawo do wykonywania zawodu, napisał więc list, w którym prosił go o pomoc. Bezskutecznie. „W sierpniu 1943 roku Samuel Morgenstern zmarł z wycieńczenia w wieku 68 lat w łódzkim getcie i pochowany został na tamtejszym cmentarzu. Jego żona była z nim do końca”[11]. Natomiast Emma Morgenstern została deportowana do Auschwitz i nie dożyła zakończenia wojny.

Książka Anne-Marie O’Connor jest dla mnie szczególnie ważna, zupełnie przypadkowo bowiem stanowi podsumowanie lektur o Wiedniu przełomu XIX i XX wieku, które pomogły mi w napisaniu drugiego i trzeciego tomu serii „Niepokorne”.





[1] Anne-Marie O’Connor, Złota dama. Niezwykła opowieść o arcydziele Gustawa Klimta, portrecie Adeli Bloch-Bauer, W.A.B, Warszawa 2016, s. 16. [e-book]
[2] Brigitte Hamann, Wiedeń Hitlera. Lata nauki pewnego dyktatora, REBIS, Poznań 2013,  s. 262.
[3] Tamże, s. 419.
[4] Tamże, s. 435.
[5] Anne-Marie O’Connor, Złota dama. Niezwykła opowieść o arcydziele Gustawa Klimta, portrecie Adeli Bloch-Bauer, W.A.B, Warszawa 2016, s. 42.
[6] Tamże, s. 43.
[7] Tamże, s. 84.
[8] Tamże, s. 70.
[9] Tamże, s. 75.
[10] Wiesław Budzyński, Schulz pod kluczem, Warszawa 2001, s. 23.
[11] Brigitte Hamann, Wiedeń Hitlera. Lata nauki pewnego dyktatora, REBIS, Poznań 2013, s. 454.

28 komentarzy:

  1. Bardzo interesujący post.....sporo w nim ciekawej wiedzy.
    Oglądnęłam film po przeczytaniu też świetnego posta na blogu "Kobiety i historia". To film głównie o tym jak Maria Altman odzyskiwała obraz więc faktycznie to co się działo we Wiedniu stanowi w nim tylko epizod.
    Zainteresowała mnie natomiast książka O'Connor.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W książce "Złota dama" tylko jedna z trzech części dotyczy odzyskiwania obrazu i, prawdę mówiąc, nie jest aż tak fascynująca jak wojenna historia rodziny Adeli. Ale film warto obejrzeć dla roli Helen Mirren. :-)

      Usuń
    2. Natomiast we filmie dzięki właśnie Helen Mirren ta historia obrazu jest bardzo emocjonująca.Przejmująco przedstawia się również los rodziny Marii Altman i jej samej na tle wydarzeń w Wiedniu. Jestem pod urokiem sztuki Klimta, klimatu jego specyficznych obrazów toteż z zainteresowaniem wchodziłam w losy tego pięknego obrazu.

      Usuń
    3. Tak, film jest świetny, trzyma w napięciu, Mirren jest po prostu doskonała, sceny z wojennego Wiednia właściwie zapierają dech. Ale wszystko to sporo traci, gdy zna się treść książki. Nawet brawurowa ucieczka Marii i jej męża, zwłaszcza że było trochę inaczej. Film rządzi się własnymi prawami. :-) W każdym razie jedno i drugie warte jest uwagi.

      Usuń
  2. Plotki o romansie modelki i artysty sprawiają, że ten obraz wydaje mi się jeszcze bardziej interesujący.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwłaszcza że nikt nie zna prawdy, choć zapytana o tę kwestię Maria Altmann uśmiechała się tajemniczo. ;-)

      Usuń
  3. Agnieszko, aż chce się sięgnąć od razu po "Złotą damę". Dla mnie nie z powodu samego obrazu, czy też domniemanego romansu modelki i artysty. Wspominasz o historycznej prawdzie dotyczącej żydowskich bohaterów i to jest chyba największy magnes. Myślę, że smutna lektura, może nostalgiczna ... Do mnie zawsze wraca wtedy opowieść mojej mamy o trójce żydowskich dzieci zamordowanych 100 metrów od mojego domu i o całej rodzinie Ulmów, z Markowej koło Łańcuta, która oddała życie, bo próbowała ratować inne życie. Pozdrawiam z łezką w kąciku oka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam podobne opowieści o getcie w Otwocku, znam je od mojej mamy, której rodzina pochodzi z tego miasta. Pozdrawiam!

      Usuń
  4. Wiedeń był mi dany tylko raz, a do książki chętnie zerknę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że zachęciłam Panią do lektury. :-)

      Usuń
  5. Podziwiam Twoją wiedzę w temacie. Oj, pojechałabym do Wiednia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję.:-D Mnie też marzy się powrót do Wiednia. Żeby to miasto naprawdę poznać, trzeba w nim spędzić więcej czasu niż kilka dni. :-D

      Usuń
  6. W Wiedniu byłam zaledwie kilka tygodni temu i wciąż jestem nienasycona. Podobnie zresztą jak malarstwem Klimta ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łatwo się można zakochać w tym mieście. Nie widziałam jeszcze wszystkiego, co chciałabym tam zobaczyć, mam więc podobne odczucia.

      Usuń
  7. Pani Agnieszko, bardzo interesujacy wpis, film obejrze z wielka przyjemnoscia. Dzieki Pani postom zawsze mozna nauczyc sie czegos nowego. W wiedniu nie bylam, ale mam nadzieje, ze kiedys tam dotre. A jeszcze dodam, ze wrocilam z Polski 2 dni temu z "Judyta" Pozdrawiam z upalnego NJ.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachęcam Panią do zwiedzenia Wiednia i cieszę się bardzo, że zdobyła Pani książkę. Będzie mi miło, gdy podzieli się Pani ze mną wrażeniami po lekturze. Serdecznie pozdrawiam. :-)

      Usuń
  8. To zabawne... Parę dni temu przeczytałam u Ciebie o "Złotej damie" i chwilę potem niemal na nią "wpadłam". Nie bezpośrednio, ale dzięki Adolphinie, siostrze Freuda (G. Smilevski "Siostra Freuda") zetknęłam się z Gustavem i Klarą Klimt. I już wiem, że chociaż "Złota dama" będzie musiała chwilę poczekać, to sięgnę po nią na pewno.

    Dziękuję za wartościowy trop! ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znam książki Smilevskiego. :-) Właśnie szukam czegoś do czytania, więc sięgnę po "Siostrę Freuda", tym bardziej że jakiś czas temu wpadła mi w ręce powieść Karen Mack i Jennifer Kaufman "Kochanka Freuda", o jego związku z siostrą żony. Układa się to w intrygującą całość, więc ja też Ci dziękuję za literacką podpowiedź. Obym znalazła e-book. :-)

      Usuń
    2. To ja skorzystam jeszcze i z tej podpowiedzi i sięgnę po "Kochankę Freuda" - dziękuję. ;-)

      Usuń
    3. Polecam! Czyta się ją całkiem dobrze (okładka wprowadza moim zdaniem w błąd, sugerując lekki romans, bo sporo tu ciekawych obserwacji o epoce). :-)

      Usuń
  9. Bardzo lubię ten obraz. Tytuł książki sobie zapisuję, jak zwykle inspirujesz:)

    OdpowiedzUsuń
  10. No, no... interesująca książka! Film również z chęcią bym obejrzała ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Film chetnie obejrze, tym bardziej ze czytalam o kontrowersyjnej historii odzyskiwania obrazu przez spadkobierczynie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie film zajmuje się głównie tą kwestią. W książce jest ona drugorzędna.

      Usuń
  12. nabrałam ochotę i na tę pozycję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo ją polecam. To świetna książka. :-D

      Usuń

Będzie mi miło, drogi Czytelniku, gdy podzielisz się refleksjami o moich tekstach. :-)