sobota, 26 marca 2016

Kot w garncu, czyli jak dawniej celebrowano Wielki Tydzień

Tygodnik Ilustrowany, 1897, nr 15;
Święta są idealną okazją, aby przypomnieć, jak obchodzono je przed laty, choćby przed wiekiem. Dla mnie świętowanie ma właśnie taki wymiar. Jest widomym znakiem przynależności nas, współczesnych ludzi, do tradycji tak starej, że trudno zgadnąć, gdzie są jej korzenie. Z Wielkim Tygodniem obyczajów i wierzeń wiąże się szczególnie dużo, o czym opowiada niepozorna książeczka Seweryna Udzieli „Krakowiacy”. Oto kilka ciekawych fragmentów o obrzędach wielkanocnych w Małopolsce przed mniej więcej stu laty.

Tygodnik Ilustrowany,
1897, nr 15;
„Dawniej w Wielką Środę po jutrzni spuszczali chłopcy kota w garnku z popiołem z chóru, a gdy się garnek rozbił, a przestraszony kot uciekał, gonili go z kijami, aż się gdzieś nie ukrył. Robili też bałwana ze słomy, którego zwali judaszem, przywlekli go na postronku przed kościół, wynieśli na wieżę, a stamtąd strącali na ziemię i wlekli, dopóki nie rozsypał się bałwan, albo topili go w najbliższym potoku lub sadzawce (…).
W Wielki Czwartek milkną dzwony kościelne, a wtedy chłopcy zastępują je drewnianemi klekotkami, kłapaczami, taradajkami, z któremi rano, w południe i wieczór obchodzą kościół, tłukąc się przeraźliwie.
W Wielki Piątek i w Wielką Sobotę obchodzą po kościołach urządzone groby Chrystusa, przy których często odbywają straż parobcy, przebrani to za rycerzy, to za Turków (…).

Tygodnik Ilustrowany, 1897, nr 16;
W chatach robią porządki przez cały Wielki Tydzień; bielą, myją, czyszczą izby, sprzęty, naczynia, w ogóle starają się gospodynie i dziewczęta zaprowadzić i w izbie, i w całem otoczeniu porządek świąteczny. Przygotowują też święcone, na które składa się: bochenek chleba, jaja gotowane, zwykle obłupione, chrzan, kawał wędzonego mięsa wieprzowego, a czasem i wołowego, kiełbasa, ser i masło. Wszystko to ułożone w koszyku i ubrane zieleniną niosą w Wielką Sobotę przed kościół albo, gdy nie ma kościoła we wsi, przed dwór lub szkołę, gdzie przyjeżdża ksiądz i święci pokarmy (…).

Tygodnik Ilustrowany, 1897, nr 16;
W Wielką Sobotę wieczorem albo wczas rano w Wielką Niedzielę idą do kościoła na resurekcję, która zwykle urządzana bywa z wielką paradą. W czasie procesji uważają na zachowanie starszych kobiet, aby poznać, która jest czarownica i odbiera albo psuje krowom mleko, bo baba-czarownica nie może obejść dookoła kościoła z procesją trzy razy, ale raz tylko jeden, po czem usuwa się na bok albo wchodzi do kościoła.
Ino świt w Wielki Poniedziałek oblewają wodą jedni drugich. Każdy stara się drugiego podejść jeszcze we śnie. Parobcy niekiedy ciągną dziewczęta pod studnię i tam zlewają je wodą do suchej nitki (…).

W Krakowie w ten dzień odbywa się odpust w klasztorze na Zwierzyńcu, dokąd śpieszy cała ludność Krakowa, mówiąc, że idzie na emaus. Tam w kramach oprócz pierników, cukierków i różnych zabawek sprzedają charakterystyczne dla Krakowa dzwonki gliniane…”[1].

Rzecz jasna nie polecam dręczenia kotów ani oskarżania starszych kobiet o czary, bałwana też nie ulepimy, bo śniegu (na szczęście) jak na lekarstwo. :-) Mimo to dzięki opowieściom, jak to dawniej bywało, Wielkanoc zyskuje nowy wymiar.

Wszystkiego najlepszego!



[1] Seweryn Udziela, Krakowiacy, Kraków 2012, s. 57-60.

28 komentarzy:

  1. To cudowne wpaść na kolejny - tym razem świąteczny - odcinek kroniki "Czasu bezpowrotnie minionego". Zachwycają mnie pełne szczegółu ilustracje zamieszczane w Tygodniku. Prawdziwe arcydzieła:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ilustracje są bardzo ładne. :-) Tygodnik był pięknie wydawany, choć ja wolę późniejsze pisma, na przykład krakowskie "Życie". :-)

      Usuń
  2. Z rozrzewnieniem i uśmiechem przeczytałam o tych tradycjach. Dziś, boleję nad tym pozostało ich niewiele, a szkoda. Pięknych, pełnych refleksji i radosnego słońca Świąt!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystkiego najlepszego! Szczęśliwych, słonecznych Świąt! :-)

      Usuń
  3. Cikawa jestem, po jakim zachowaniu rozpoznawano tę "czarownicę" :-)
    Pozdrawiam. Wesołych Świąt :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, na pewno wyróżniały się w tłumie. ;-) Wesołych Świąt! :-)

      Usuń
  4. Tylko ze sprzątaniem niewiele się zmieniło :D Pozdrawiam i Wesołych Świąt życzę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba było wymieść z izb zimę, dziś robimy podobnie. ;-) Radosnych i spokojnych Świąt! :-)

      Usuń
  5. Bardzo dziękuję za przypomnienie starych obyczajów:)
    życzę Pani radosnych, pełnych ciepła oraz słońca i rodzinnych świat:)

    dziękuję i wielkie serdeczności

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystkiego najlepszego! Serdecznie pozdrawiam. :-)

      Usuń
  6. Ciekawe czy ten sposób na "odsiew" czarownic jeszcze działa? Ja z rozrzewnieniem wspominam cały okres wielkanocny, ten z dzieciństwa, spędzany we wsi pełnej repatriantów zza Buga. Szczególne miejsce w mej pamięci ma pieśń o łotrach - "(Ł)otrzyjcie już łzy płaczący, śpiewano pięknym wschodnim zaśpiewem:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wrażenia, że Wielkanoc z czasów naszego dzieciństwa w ogóle miała swoisty urok. Gorąco pozdrawiam! :-)

      Usuń
  7. Tradycja - bardzo pięknie Pani o napisała . Szanując własne korzenie , szanując tradycję , szanujemy siebie . Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Trochę poniewczasie przeczytałam, ale obce koty z ogródka pogoniłam zatem mi się celebracja tradycji zalicza częściowo, jak mniemam.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, koty nie respektują prawa własności, wszystko należy do nich. ;-) Myślę, że tradycji stało się zadość. Serdecznie pozdrawiam. :-)

      Usuń
  9. Szkoda ,że tego wszystkiego coraz mniej..nawet w lany poniedziałek tego roku nie widziałam dzieci biegających z wodą:(....akie czasy..czyżby wolały komputery???
    Pozdrawiam
    Miło poznać:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że rozgościła się Pani u mnie. :-) Faktycznie, oblewania było w tym roku jakby mniej, chociaż przed moim blokiem widziałam grupkę sześciolatków czyhających na dziewczynki (w tym samym wieku) z pistoletami na wodę. Ale - wszystko w granicach przyzwoitości, nikt nie płakał. :-) Obeszło się też bez wiader... ;-) Serdecznie pozdrawiam! :-)

      Usuń
    2. wszystkie tradycje tracimy powoli...
      Rozgościłąm sie i zostaję i proszę nie na Pani...przyzwyczaiłam się, że na blogowisku to jesteśmy wszyscy na TY:):):)
      Serdecznie pozdrawiam
      Jola:):)

      Usuń
    3. Będę pamiętała, że blogosfera rządzi się własnymi prawami. ;-) Pozdrawiam gorąco. :-)

      Usuń
    4. Ja tez z tych co lubią na Pan, Pani ale blogowy pobyt na blogu sprawił, że już to dla mnie normalne , że zwracamy się na Ty...no ale przecież nie musi tak być, każdy z nas wie czego chce:):)
      Pozdrowienia z mej chmurki ślę

      Usuń
    5. To bardzo miły zwyczaj. Pozdrawiam! :-)

      Usuń
  10. Wspaniały tekst dla kogoś kto tak ja uwielbia historię !Przy okazj zapraszam http://zyjwielokrotnie.blogspot.com.es/2016/03/trudny-temat-sasiedzi-jtgross.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za odwiedziny. :-) Chętnie zapoznam się z Pani blogiem. Pozdrawiam! :-)

      Usuń

Będzie mi miło, drogi Czytelniku, gdy podzielisz się refleksjami o moich tekstach. :-)