sobota, 25 kwietnia 2015

O Stanisławie i Marii Witkiewiczach

Stanisław Witkiewicz (1851-1915);
zdjęcie z: http://wyborcza.pl/
Współcześni nazywali go przewrażliwionym i upartym Żmudzinem, bo urodzony na Litwie, wychowany w rodzinie ziemiańskiej w Poszawszu, nauczony od dziecka patriotyzmu, Stanisław Witkiewicz cechował się mocnym charakterem i konkretnymi poglądami. Ponieważ ojciec przyszłego malarza wziął udział w powstaniu styczniowym, majątek rodzinny skonfiskowali Rosjanie, a ojca Witkiewicza skazali na śmierć, karę tę zamieniając ostatecznie na zsyłkę.
Stanisław Witkiewicz miał więc jako dziecko „sposobność poznać wszystkie utrapienia skazańców, wśród których plaga komarów na nadrzecznych nizinach Syberii w lecie, dotkliwy mróz w zimie i wyniszczające choroby o każdej porze roku, nie należały do największych. Wielokrotnie widział, jak sądzeni za ʺzbrodnie stanuʺ ciągnęli [zesłańcy] od ʺstacjiʺ do ʺstacjiʺ – po drogach męczeństwa polskiego; [szli] pieszo, tylko kobiety i drobne dzieci wieziono na telegach”. Młody Witkiewicz był wówczas zaledwie nastolatkiem (ur. 1851), a już w Tomsku, gdzie zesłano rodzinę, pracował zarobkowo, aby pomóc bliskim: piekł pierniki na sprzedaż i był subiektem w polskim sklepie. Uczył się także, podobno pilnie i systematycznie, głównie samodzielnie, choć niekiedy pod okiem przypadkowych, przebywających na zsyłce w Tomsku nauczycieli.

Stanisław Witkiewicz, Na jarmarku, 1882;
zdjęcie z: www.pinakoteka.zascianek.pl
Katorga skończyła się na mocy amnestii carskiej w 1887 roku, młody Witkiewicz wyjechał więc do Warszawy, która jednak z wielu powodów bardzo go rozczarowała. Choćby dlatego, że miasto dopiero co opuścił Juliusz Kossak, w którym upatrywał swego mistrza. A ponieważ z oczywistych względów Witkiewicz nie miał matury, nie mógł studiować na renomowanych uczelniach europejskich. Wybrał zatem cesarską Akademię Sztuk Pięknych w Petersburgu; tu wystarczyło na egzaminie wstępnym przerysować ludzką głową z odlewu gipsowego. Uczelni tej jednak nie skończył i nie wspominał jej dobrze, gdyż było to miejsce bezduszne i biurokratyczne, „można było tu nauczyć się malować, ale nigdy zostać artystą”. W latach 70. XIX wieku przebywał w Monachium, gdzie poznał Maksymiliana Gierymskiego i Adama Chmielowskiego, zaprzyjaźnił się z Henrykiem Siemiradzkim i Józefem Chełmońskim. Okres monachijski zakończył wyjazd do Warszawy.

Stanisław Witkiewicz, Ranny powstaniec, 1881;
zdjęcie z: www.polityka.pl
Wczesna biografia Witkiewicza jest dość typowa dla pokolenia, którego dzieciństwo i młodość przypadły na drugą połowę XIX wieku. Był to dla początkującego artysty okres niezwykle ważny, gdyż ukształtował jego późniejszą postawę życiową i poglądy na sztukę, przyczynił się też do krytycznych opinii na temat tradycyjnej edukacji, która uczyła jedynie rutyny, zabijając wszelkie przejawy indywidualizmu. Biografia ta (oraz wspomnienia i listy) podpowiada także, jakim Witkiewicz był człowiekiem. Nie płaszczył się i nikomu nie kłaniał, miał dar prowadzenia pasjonujących rozmów, negował autorytety, nieustannie spierał się z krytykami sztuki, był patriotą, który do kwestii wolności ojczyzny przywiązywał ogromną wagę. Gdy w 1890 roku zamieszkał z żoną i synem w Zakopanem i zawładnęła nim „fiksacja zakopiańska” (określenie użyte przez Aleksandra Świętochowskiego), ujawniły się też bezinteresowność i niepraktyczność. Witkiewicz nie przywiązywał wagi do spraw materialnych, domy w stylu zakopiańskim projektował przeważnie za darmo lub za śmiesznie niskie honoraria, choć przyszłymi właścicielami willi byli ludzie znacznie od niego zamożniejsi.

Maria Witkiewiczowa (fot. Witkacy);
zdjęcie z: nietylkozakopane.info
O ile jednak kwestie materialne konsekwentnie lekceważył, o tyle dla jego żony, Marii Witkiewiczowej, były one istotne. Utalentowana muzycznie, studiowała w młodości w konserwatorium w Warszawie, lecz w małżeństwie przedwcześnie się postarzała, zbrzydła, utyła, zgorzkniała. To ona utrzymywała dom, wynajmowany w Zakopanem od miejscowego gazdy. Udzielała lekcji muzyki i haftu, hodowała drób, robiła na drutach, prowadziła pierwszy w okolicy chór; nieustannie zapracowana, zajęta rachunkami, zmagająca się samotnie z niedostatkiem, wychowywała syna. Żona znanego malarza, matka przyszłego artysty – poświęciła się im bezgranicznie, znosząc w milczeniu niedogodności życia, choroby męża oraz jego budzącą plotki zażyłość z Marią Dembowską (muzą i towarzyszką zagranicznych kuracji gruźlicy, na którą cierpiał od czasu nauki w Petersburgu). W tekstach o Witkiewiczu Maria Witkiewiczowa jest przeważnie postacią marginalną, wspomina się o niej mimochodem i głównie w przypisach, więcej miejsca poświęca się relacji malarza z Heleną Modrzejewską i Marią Dembowską. Zapewne dlatego los tej kobiety budzi moje współczucie.
Więcej o Stanisławie Witkiewiczu w „Niepokorne. Judyta”.


Cytaty z: Zdzisław Piasecki, Stanisław Witkiewicz. Młodość i wczesny dorobek artysty, Warszawa-Wrocław 1983.
STANISŁAW WITKIEWICZ:
Krokusy na tle śnieżnych gór, 1897;
zdjęcie z: http: www.pinakoteka.zascianek.pl
Wiatr halny, 1895;
zdjęcie z: galeria.klp.pl
Kwitnące jabłonie, 1899;
zdjęcie z: www.polskiemuzy.pl
Mgła wiosenna, 1893;
zdjęcie z: www.pinakoteka.zascianek.pl
Zachód słońca na morzu, 1887;
zdjęcie z: z-ne.pl
Lovran, motyw krajobrazowy III, 1905;
zdjęcie z: www.pinakoteka.zascianek.pl

6 komentarzy:

  1. Cudowna kobieto! Jakaż to radość, że cie znalazłam w tym przepastnym zbiorze blogów. Będę wierna.
    Serdeczności posyłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak miło zdobyć nową czytelniczkę. Zapraszam. :-)

      Usuń
  2. Mam szczególny sentyment do niepokojącego obrazu: Wiatr halny - za niesamowity klimat, eksponujący samotność... To chyba najwspanialszy obraz artysty... Piękna notka o barwnej parze. To prawda, że Maria jest niedoceniana...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio przeczytałam gdzieś w sieci, że była apodyktyczna, złośliwa, że w ogóle miała trudny charakter. O ile wiem, Witkiewicz nie był lepszy, wystarczy poczytać relacje o nim w "Mahatma Witkac" Joanny Siedleckiej. ;-) Marii bardzo mi żal. Mąż artysta to czasem dopust losu. ;-)

      Usuń
  3. Jak zawsze wartościowy tekst - tym razem o kimś, kto mi jest bardzo bliski. Bardzo lubię jeszcze inny obraz Witkiewicza "Dwór w Udorminie", sam dwór, w którym S.W. mieszkał bodaj po powrocie z zesłania, dotrwał do naszych czasów. Nie wiem, w którym muzeum znajduje się ten obrazek (mocno zniszczony, ze spękaną warstwą farby), jest w nim dla mnie coś wyjątkowego. Lubię jeszcze "Gniazdo zimy" - pamiętam z "Listów do syna" opis, taki na gorąco ;-) tworzenia tegoż obrazu.
    Przyznaję jednak, że bardziej od Witkiewicza-malarza cenię Witkiewicza-architekta, twórcę stylu zakopiańskiego, który okazał się tak żywotny. I Witkiewicza-krytyka sztuki. W tym był niezrównany wśród współczesnych i właściwie chyba stworzył taką nowoczesną krytykę sztuki u nas. Będę go też trochę bronić, gdy idzie o te kwestie przyziemne i bardzo życiowe - z jego "Listów" wynika, że troszczył się o byt domowy, pisał wiele artykułów (i walczył o zapłatę). Troszczył czy może raczej martwił. Ale i tak... I te projekty dla idei, pro publico bono... Nie wychodzi mi ta obrona i właściwie nawet trudno mi tutaj go bronić - Pani Maria miała niełatwe życie, poświęciła dla rodziny karierę, zajęła się prowadzeniem pensjonatów, które i tak nie przynosiły spodziewanych zysków (pamiętam z książki Deglera, że Witkacy poświęcił pierwsze swoje duże honorarium na spłatę długów pensjonatu). Biedna kobieta - dwóch artystów-ekscentryków, którzy niewątpliwie ją kochali, mimo wszystkich wad. Żeby nie pisać tutaj jej panegiryku, muszę wspomnieć, że to ona właściwie przyczyniła się do rozpadu małżeństwa Witkacego z piękną Jadwigą. Strasznie skomplikowane są losy tej rodziny, ale - jak pisał bodajże Tołstoj - wszystkie szczęśliwe rodziny podobne są do siebie, każda nieszczęśliwa - jest nieszczęśliwa na swój sposób.
    Rozpisałam się znów, ale to "wina" Pani tekstu :-) Zachęca jak zwykle do myślenia, do dyskusji - za to nieodmiennie dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznaję, że Witkiewicz w roli krytyka sztuki i twórcy stylu zakopiańskiego także podoba mi się najbardziej. Cenię go również za odwagę; wydrukowane w "Przeglądzie Zakopiańskim" w 1905 roku "Bagno" świadczy o idealizmie i nonkonformizmie ( a także o poczuciu humoru). Moje współczucie dla Marii wynika głównie z tego, że choć utalentowana i pracowita, nie mogła rozwinąć skrzydeł. Podobno nie miała też głowy do interesów i mimo że podejmowała się prowadzenia różnych zakopiańskich pensjonatów, doprowadzała je do upadku. Owszem, posądzana jest o rozbicie małżeństwa Witkacego, jednak Stanisław Witkiewicz również ingerował w życie osobiste syna, wystarczy przypomnieć historię jego miłości do Anny Oderfeld. Może tam, gdzie spotykają się silne osobowości i tak różne talenty (oraz wrażliwości) trudno o zwykłe ludzkie szczęście?

      Usuń

Będzie mi miło, drogi Czytelniku, gdy podzielisz się refleksjami o moich tekstach. :-)