sobota, 21 lutego 2015

Wieczory w Wiedniu

Wiedeń, 1902;
zdjęcie z: www.pinterest.com
Marzę o powrocie do Wiednia. Najlepiej wiosną albo wczesną jesienią, kiedy miasto oddycha bez wysiłku, gdy nie dostaje zadyszki od lipcowo-sierpniowych upałów. Powietrze latem jest tu nie do zniesienia wilgotne, a jednak pali niczym gorący popiół. Dlatego letni dzień w Wiedniu zaczyna się wieczorem, kiedy temperatura spada, zrywa się upragniony wiatr, a miasto, iluminowane tysiącami latarni, zanurzone w historii, bierze w posiadanie dający wytchnienie cień.

Karl Pippich, Karlskirche, 1908;
zdjęcie obrazu z: wikimapia.org
Właściwie nie znam współczesnego Wiednia; byłam tam zaledwie raz i krótko, większość czasu spędzając w muzeach, kościołach oraz pałacach, udostępnionych turystom do zwiedzania. Na spontaniczność i włóczęgę pozwalałam sobie jedynie wczesnym rankiem lub wieczorami, kiedy szukałam miejsc znanych z literatury, starych filmów, obrazów i fotografii. Miałam wtedy wrażenie swojskości tego, co – czasem z trudem lub tylko przypadkiem – udawało mi się znaleźć.

Naschmarkt;
zdjęcie z: www.briefmarken-forum.com
Rozczarował mnie Naschmarkt, bo w głębi duszy i wbrew rozsądkowi miałam nadzieję, że zobaczę to wszystko, co obiecywały mi pastelowe akwarele dziewiętnastowiecznych malarzy. Targ kwiatowy z przekupkami w jasnych fartuchach na błękitnych i czerwonych spódnicach, przy stągwiach pełnych róż, hortensji, peonii albo margerytek. Targ warzywny i owocowy, pachnący jabłkami, przejrzałymi śliwkami, malinami lub truskawkami – zależnie od pory roku. Jednak nad współczesnymi straganami unosiła się ciężka woń przypraw, chińszczyzny, ryb i starzyzny. Nie było też zegara, który wznosił się dawniej nad kramami, wyznaczając pory dnia. I tylko kamienice po obu stronach targu zapierają dech secesyjnymi zdobieniami. Kiedy oświetla je słońce, aż mienią się złotem.

zaułek w szóstej dzielnicy;
zdjęcie: zbiory własne
Zachwyciłam się zaułkami szóstej dzielnicy. Gumpendorfer Strasse ma barwę piaskowca, a czasem fasady kamienic są tak jasne, że przywodzą na myśl marmur kararyjski. Ozdobne portale, gzymsy, zdobienia okien i płaskorzeźby przebijają wszystko, co widziałam na sztychach Karla Pippicha albo Maxa Neubauera.

zdjęcie z: www.oldpostcards.com
Park Schönbrunn znałam z planów i fotografii; ciekawe, że kojarzy mi się głównie ze zdjęciem, na którym Gustav Klimt idzie do Tivoli Café, kawiarenki znajdującej się w Ogrodzie Tyrolskim. Bywał tam podobno często z przyjaciółmi, przyjmowano go także na audiencjach w pałacu cesarskim. Od pałacu wolę jednak park: chrzęszczące żwirem ścieżki wiodące do  fontann i posągów, do ukrytych w cieniu drzew ławeczek albo okazałych gloriett. Właśnie w parku Schönbrunn miałam wrażenie, że wystarczyłoby przymknąć oczy, aby ujrzeć letnie surduty i jedwabne suknie dziewiętnastowiecznej socjety wiedeńskiej.

park Augarten o zachodzie słońca;
zdjęcie: zbiory własne
A park Augarten? Z wielobarwnym kobiercem kwiatów na tle mrocznej ściany kasztanowców, z symetrycznymi alejkami, którymi można iść i iść, aż dziczeją, budząc irracjonalny lęk. Zwłaszcza wieczorem, kiedy wokół cichną ludzkie głosy, a zamiast nich słychać dziwne szmery i szelesty. Prater z neonowym młyńskim kołem, które wkrótce osiągnie sędziwy wiek stu dwudziestu lat? I wreszcie mój ukochany Spittelberg, tęczowy, zadziorny, nieco krzykliwy. Spittelberg urokliwych kawiarenek, tanich jadłodajni, galerii sztuki i przede wszystkim dwupiętrowych, starannie odrestaurowanych kamieniczek.

kamienica w pobliżu targu Naschmarkt;
zdjęcie: zbiory własne
Mój niezapomniany wieczór w Wiedniu? Chyba gdy przed ratuszem słuchałam „Don Giovanniego” Mozarta. Albo kiedy włóczyłam się uliczkami Innere Stadt, aby tuż przed zachodem słońca dotrzeć do katedry Świętego Szczepana. Albo ten, gdy wypatrywałam – mimo zapadających ciemności – Hauptallee, a Prater migotał tandetnymi światłami karuzel i gabinetów strachu. Albo…

Cóż. Każdy wieczór w Wiedniu był niezapomniany.
zdjęcie: zbiory własne

Schönbrunn;
zdjęcie: zbiory własne

glorietta w parku Schönbrunn;
zdjęcie: zbiory własne

ruiny Kartaginy w parku Schönbrunn;
zdjęcie: zbiory własne

park Schönbrunn;
zdjęcie: zbiory własne

park Schönbrunn;
zdjęcie: zbiory własne

motylarnia w Wiedniu;
zdjęcie: zbiory własne

4 komentarze:

  1. Nigdy nie byłam w Wiedniu, ale dzięki Tobie poczułam klimat tego czarodziejskiego miasta :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, klimat ma niezwykły. Wszystko przed Tobą! :-)

      Usuń
  2. Wspaniała wyprawa i współczesna i ta - w czasie:) Nigdy nie byłam w Wiedniu. Zazdroszczę Mozarta pod ratuszem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powinnam napisać, że Mozarta oglądałam w wersji bardzo współczesnej, więc brakowało mi kostiumu! Podziwiam natomiast kulturę słuchania muzyki przez wiedeńczyków (zdumiewające skupienie, porażająca cisza, żadnych komentarzy, butelki wina, kieliszki, a miejsca? zajmowane co najmniej godzinę przed spektaklem). :-)

      Usuń

Będzie mi miło, drogi Czytelniku, gdy podzielisz się refleksjami o moich tekstach. :-)