![]() |
Juliusz Kossak, Kmicicowa kompania, 1885; zdjęcie z: www.pinakoteka.zascianek.pl/ |
Wychowałam
się na powieściach Henryka Sienkiewicza. W dzieciństwie w moim rodzinnym domu
Trylogia była tematem rozmów, gier i zgadywanek sprawdzających stopień
znajomości tekstu. Nigdy w nich nie celowałam, ale nic to (jak mawiał Michał Wołodyjowski),
bo rozrywka była przednia. Przerzucanie się cytatami z Trylogii należało wręcz
do dobrego tonu, świadczyło o erudycji i oczytaniu. Orientację w nazwach
miejscowych, herbach szlacheckich i przydomkach uważaliśmy za konieczną, by nie
znaleźć się na marginesie zabawy. Do tradycji należało też wspólne (po raz setny
i tysięczny) oglądanie Potopu i Pana Wołodyjowskiego. Zasiadaliśmy wszyscy
przed czarno-białym telewizorem i niczym zaczarowani chłonęliśmy świat
wykreowany przez dwóch mistrzów: reżysera i pisarza.