![]() |
| okładka z: www.znak.com.pl |
Jakiś
czas temu moja bezpośrednia i bardzo jeszcze niedorosła siostrzenica zapytała
mnie z powagą typową dla pięciolatki o to, co lubię. Pytanie padło ni stąd, ni
zowąd, bez kontekstu, i rozbrajając mnie kolokwialnością, bo brzmiało: „Ciocia,
a co ty lubisz?”, zabiło przy okazji ćwieka, zwłaszcza że siostrzenica wbiła we
mnie ten swój przenikliwy wzrok. Nie dała się też przekonać, że byłoby dobrze
uściślić kategorie, spośród których mogłabym wybierać. Czy chodzi o książki? O
kolory, smaki, muzykę, ulubione zwierzęta albo o miejsca? Kręciła tylko głową,
aż rzuciła z rozczarowaniem: „No nie wiesz?”. I wówczas pomyślałam, że właściwie
nie wiem, i że łatwiej mi wymienić to, czego nie lubię. Na przykład: nie znoszę
plastiku udającego zabawki, hałasu nieudolnie naśladującego muzykę,
zaśmieconych ulic, zimowych roztopów, terkotu kosiarki, manipulacji, zimnej
kawy, dworców kolejowych, polityki. Wszystko to jednak zachowałam dla siebie,
wymyślając dostosowaną do wieku mojej rozmówczyni pozytywną listę, na której
umieściłam rysowanie, zwierzęta, książki i, rzecz jasna, ją. Skłamałabym,
gdybym stwierdziła, że zadowoliła się tak banalną odpowiedzią, bo zdaje się, że
miała nadzieję na coś więcej. Ale gdyby spytała o to, co lubię od niedawna, nie
miałabym kłopotu z udzieleniem odpowiedzi, i to dość wyczerpującej. Tydzień
minął mi bowiem pod znakiem niezłych filmów i rewelacyjnych książek, więc gdyby
była starsza, wspomniałabym o nich.








